piątek, 14 listopada 2014

Dokarmiaj ptaszka zimą...

Karmnik

Na moim balkonie zamieszkał w zeszłym roku karmnik. Najpierw musiałyśmy z córką oswoić się, że coś takiego w ogóle mamy. Potem, że jak już mamy to może warto coś do niego wkładać. Potem raz pamiętałyśmy a trzy razy nie o stołówce ptasiej.

Dzisiaj

Dzisiaj już pamiętamy prawie codziennie o smakołykach dla ptaszków. A one odwdzięczają nam się wizytami codziennymi.
Do stołówki przychodzą:
-sikorki (te lubimy bardzo) są płochliwe i na zdjęciach ich nie będzie
-para gołębi (podejrzewam że to ta sama ciągle) ogromne żarłoki nic im nie przeszkadza
-sroki (te kradną jedzenie sikorkom, ostatnio porwały połeć słoniny)
-wróble
-kawki

Kilka fotek z kącika przyrody

A co tu dzisiaj dają dobrego?
 

Może sprawdzimy?


 Jestem tu i nie wyjdę, póki się nie najem...
nawet zdjęcia mnie nie przepłoszą.



Po co
Po co ja Wam o tych ptaszkach piszę? Wiem, że niektóre z moich czytelniczek mają dzieci i taki karmnik, to naprawdę świetna zabawa właśnie dla nich. Nauka połączona z obserwacją przyrody. Można to także połączyć z robieniem dokumentacji przyrodniczej przez dziecko, czyli zdjęć. Jakie są plusy?
Dziecko poluje na ptaszki w karmniku, zamiast siedzieć na grach komputerowych, albo przed ogłupiającymi w nadmiarze bajkami w tv.

A wy?
Czy wy dokarmiacie jakiegoś ptaszka??? ;-)))
I bardzo proszę o nie zamieszczanie głupich odpowiedzi ;-))))


Serdecznie Was pozdrawiam!


wtorek, 11 listopada 2014

Listopad- moherowa czapka patentowa- diy/12 czapek 12 mcy

Wyzwanie
Tu padło wyzwanie o 12 czapkach w 12 miesięcy. Zastanawiałam się, czy brać w tej zabawie udział, czy nie brać Nęciło mnie to wyzwanie i ta zabawa, a że życie samo zweryfikowało moje rozterki, samo wyszło na to, żeby jednak brać. Więc biorę i bardzo się z tego cieszę. Dzisiejszy post i dzisiejsza czapka to pierwsza z serii 12.z






Materiały

Jeden motek włóczki moherowej o metrażu 550m w 100g  np. tego typu. albo tego typu.
Włóczkę przewijamy tak, aby była w 4 nitki zwinięta, bo czapka ma być dość gruba. No troszkę pracy nas czeka przy przewijaniu to fakt.
Druty :
KP drewniane 4 mm na ściągacz
KP drewniane 5 mm na wzór patentowy czapki

Nabieramy..

 Nabieramy 80 oczek na druty 4 mm, przerabiamy ściągaczem oczko prawe na lewe ja przerobiłam na wysokość około 2,5- 3 cm.
Zmieniamy druty i zmieniamy wzór. Wykonujemy pół-patentowym wzorem w okrążeniach resztę czapki.

Moja wersja...

Moja wersja czapki jest dla  znajomej, która chciała, aby jej nowa czapka, była dokładną kopią czapki kupnej... zerknijcie proszę, czy aby podobna mi wyszła. Nawet podobny kolor włóczki dobrała sobie ta znajoma pani. Nie lubię robić kopii niczego, wolę zdecydowanie nowe projekty, ale panią rozumiem. Nie wszystkie panie bowiem, w ogóle  lubią czapki, więc jeśli przypadkiem, zajdziemy fason takiej czapki, w której dobrze się czujemy, to nie dziwota, że z głowy zdjąć jej nie chcemy, a nową czapkę... owszem pomyślimy o nowej, ale tylko wtedy, jeśli jest w 100% taka jak stara,bo stare w tym przypadku oznacza po prostu sprawdzone i ulubione.

Wzór
Czapka wykonana jest  wzorem pół-patentowym na okrągło, moja ma głębokość około 21 cm .
Po raz pierwszy zakończyłam czapkę,  ściągając oczka na czubku czapki, bo  taka dokładnie miała być. Dlaczego po raz pierwszy? Bo wszystkie swoje wersje czapek  wykonywałam w ten sposób, że oczka na czubku głowy zbierałam w rozetkę, w zależności od ilości oczek jakie miałam na drucie, na ile ładnie dawały się podzielić, więc albo w poczwórną, albo nawet  5 miejscach zbierałam oczka.
Wydawało mi się, że za dużo to będzie i za grubo, żeby zebrać w jednym miejscu na czubku głowy, te 80 nabranych oczek na czapkę. Dlatego w 4 miejscach, postanowiłam, że jednak  dwukrotnie zbiorę oczka, czyli przed zrobieniem ściągnięcia na drucie pozostało mi 72 oczka. Sądzę, że dobrze zrobiłam bo za drubo by faktycznie było w tym miejscu zebrania oczek.

Czapka jest prosta a najwięcej pracy to chyba zajęło mi przygotowanie grubego moherowego motka, czyli to przewijanie włóczki.
Czapkę można spokojnie wykonać w jeden albo dwa wieczory, zależy jaką ilością czasu dysponujemy.

Zdjęcia 
Zdjęcia na plaskacza, chyba że dostanę od nowej właścicielki zdjęcia na jej głowie, to ewentualnie jeszcze uzupełnię tego posta.

Po lewej u góry stara rozciągnięta czapka
 po prawej na dole nowa wersja

 Sztuczne światło, podobny układ.


Podobne czapki, ale jednak inne


 Kolejne porównanie, nowa jest na wierzchu


Wykończenie na czubku, nigdy tak nie robiłam
Pomimo wszystko zebrałam wcześniej 8 oczek,
bo nie zmieściły by się na jedno zbieranie.



Prawa strona czapki
 

I strona lewa, bo czapka jest dwustronna.
Nie widać nigdzie nitek
Właścicielka zadecyduje sama, która strona 
bardziej jej się spodoba.

 

Mnie brakuje przy tej czapce pompona. Może dlatego, że poprzedni komplet jaki robiłam dla córki, miał podobną czapkę, ale takie było życzenie nowej właścicielki, aby kształt czapki dokładnie taki pozostał.
Włóczki spokojnie wystarczyło by na mały pompon. Jeśli chcecie taką wykonać z pomponem, motek włóczki na to pozwoli.

A pytanie dnia brzmi....
Czy chętnie podejmujecie wyzwania blogowe? Czy lubicie je? I czy instrukcja wykonania czapki jest dla Was czytelna?
Serdecznie Was pozdrawiam.


poniedziałek, 10 listopada 2014

Creative Blog Tour

Uprzejmie uprasza się osoby niecierpliwe i o słabych nerwach i pominięcie tego posta ;-)
I żeby nie było, że nie ostrzegałam ;-)



Wyróżnienie

Zostałam wyróżniona przez Antoninę z bloga uantoniny.blogspot.com wyróżnieniem Cretive Blog Tour. Jest to dla mnie zaszczyt i jednocześnie ogromne wyróżnienie, że to właśnie mój blog, Antonina uważa za godny polecenia i promowania. ;-) Taki uśmiech widnieje na mojej twarzy, gdy piszę te słowa.



O poprzedniczce wyróżnienia

Antoninę poznałam kilka lat temu wirtualnie, na forum Maranciaki. Z czasem blog Antoniny przyciągnął moją uwagę, zawsze był dla mnie miejscem nauki, inspiracji i takim kącikiem internetu, do którego uwielbia się zaglądać. Czemu? Odnoszę wrażenie, że mamy podobną wrażliwość, chociaż to oczywiście może być moje odczucie, a wiadomo, że są one subiektywne.. Uwielbiam Antoniny wpisy ... tu chciałam dopisać jeszcze coś... ale spokojnie i tak mogłabym zakończyć to  zdanie.
Uwielbiam Antoniny wpisy blogowe.


Pokochałam  Bieszczady, byłam tak zaledwie raz, ale ogromny sentyment do miejsca pozostał. Oglądanie stamtąd widoków z wycieczek po nich Antoniny, wzbudza ciepłe uczucia w sercu, zupełnie jakbym tam fizycznie była. Z racji zainteresowań historycznych bardzo lubię  Antoniny wypady na kresy i przywożone dla nas, w postaci wpisów blogowych jakby pocztówek- zdjęć, opatrzonych komentarzami autorki.  Kiedy Antonina przygarnęła małą Tolę, jej wpisy o zwierzyńcu, czytałyśmy obie z córką. Oczywiście najpierw do bloga Antoniny przyciągnęły mnie zainteresowania rękodzielnicze. Lubię podglądać najnowsze  prace Antoniny. Jej poczucie piękna i dobór wzorów, we własnych projektach rękodzielniczych, bo Antonina jest niezrównana w drutach i szydełku, a druty to moja pasja największa od kilku lat.  Podobają mi się zwłaszcza jej zdjęcia i pokazywanie jej okiem  świata. Zdjęcia to także bardzo sprawa subiektywna, bo to samo miejsce, każdy fotograf uwieczni inaczej, bo każdego zmysł kompozycji jest inny i w innym miejscu stając inne kadry ujmie na zdjęciach.
Zawsze wchodząc na bloga Antoniny, widzę najpierw nowe aktualne zdjęcie, czy to z jej chaty, czy z wycieczki, czy z ogrodu. Uwielbiam to, zawsze nowe jej powitanie czytelnika.
Uwielbiam szczerość i wrażliwość z jaką konstruuje posty. Jednocześnie jestem pełna podziwu dla Antoniny jako człowieka.Ten kto systematycznie czytuje jej bloga wie, jaki wojownik w niej siedzi. Cieszę się, że w aktualnym świecie, goniącym za wartościami materialnymi, są jeszcze ludzie, sumienni i dobrzy i żyjący nie dla kasy,ale po prostu dla innych ludzi.
Serdecznie zapraszam na jej bloga!

Czego nauczyła mnie Antonina?
Wielu rzeczy mnie nauczyła i uczy każdego w swoim blogu, kto jest tylko otwarty na tę wiedzę. Jej blog to skarbnica wiedzy nie tylko rękodzielniczej.
Nie będę szczegółowo wymieniać, czego mnie nauczyła, ale jest tego naprawdę sporo. Na jej blogu znajdziecie wszystko, choć sądzę, że w branży rękodzielniczej związanej z drutami i szydełkiem, nie znajdzie się chyba, ani jedna osoba, która nie zna jej bloga. ;-) 

O sobie
Co by Wam tu napisać o sobie... hm... chyba o sobie pisze się najtrudniej. Jestem kobietą, matką, żoną, przyjaciółką. Niedawno przekroczyłam magiczną 4 z przodu na liczniku ;-) Ciągle moja głowa kombinuje, co by tu samodzielnie zrobić. Lubię druty, szydełko,filc, decoupage, przymierzam się do koronki klockowej ;-) Lubię dobre lektury i życzliwych i wiarygodnych ludzi. I może na tym poprzestanę ;-)


Na tym zdjęciach poniżej jestem wakacyjna i wyluzowana i nie znajdziecie u mnie ani makijażu, ani specjalnego uczesania. Mam na sobie własnoręcznie wykonany sweterek,  wzór zaczerpnęłam ze zwyklaka Antoniny.


A na tym zdjęciu poniżej mam makijaż, co rzadko mi się zdarza. Mam na sobie własnoręcznie wykonane  i zaprojektowane bolerko/szal.o nazwie Cobweb in shawl's lace jak klikniecie na nazwę szala możecie pooglądać więcej jego zdjęć.




1.Nad czym aktualnie pracuję?

Aktualnie pracuję nad nowym projektem autorskim  tutaj napisałam Wam o nim, nazywać się będzie Camel blouse.  Czapkę patentową dla znajomej właśnie skończyłam. Mam zaczęty koc szydełkowy elementowy, zamierzam go robić pomiędzy innymi projektami. Muszę z technik decoupage dokończyć sobie drewniany chlebak. Chciałabym wykonać kilka serwet na szydełku, przed świętami jeszcze, bo udało mi się kupić ładny kordonek, może kilka gwiazdek bym sobie zrobiła na choinke...bo szewc bez butów chodzi. Z szycia kilka planów także, piżamy dla rodziny, płaszczyk dla mnie.  Sporo tego, a doba nie jest z gumy, a szkoda.


2.Czym moje prace różnią się od innych?

A czy się różnią? ;-) No dobra ;-) W rękodziele wiele jest ładnych wzorów, wiele jest inspiracji, które prezentują szczupłe i ładne modelki. Moje prace różnią się tym, że w większości są moimi pomysłami ubrań dla Pań, które modelkami nie są, a chcą po prostu ładnie wyglądać  i niekoniecznie być ubrane ubrania marketowo-sieciowe. Prace te powstaję dla rozmiaru S++++  w mojej głowie, chociaż owszem niektóre moje prace zwłaszcza te pierwsze drutowe czy szydełkowe,  były także i odtwórcze.
 Jestem puszysta,więc najlepiej wiem z jakimi problemami zmagają się kobiety takie jak ja ;-)
Owszem zgadza się na sobie prezentuję swoje prace, ale długo wahałam się czy tow ogóle  zrobić.
Moimi rozwiązaniami są także prace z innych technik. Chyba, że się uczę danej techniki, to owszem jestem odtwórcza, jak każdy.

3.Jak wygląda mój proces tworzenia?
No nie mam jednej metody. Noszę ze sobą kołonotatnik od córki, bo niektóre wzory przypływają do mojej świadomości w najdziwniejszych miejscach. Inne mi się śnią ;-) Inne kiełkują w głowie etapami, zupełnie jak drzewo.
Czasem inspiracją jest włóczka,a czasem zupełnie odwrotnie to poszukiwana włóczka jest wynikiem końcowym powstałego projektu. Do każdej pracy staram się podejść maksymalnie najlepiej jak umiem. Czasem koryguje projekt pierwotny, albo go udoskonalam. Nadal mam w głowie i zeszycie projekty, których nie zrealizowałam jeszcze.

4.Dlaczego piszę bloga?

Ten blog, to taka dokumentacja moich zainteresowań rękodzielniczych. A także ślad po moich pracach, które powstały, a już wyfrunęły ode mnie, bo zostały komuś podarowane. Chciałabym, aby był miejscem inspiracji dla innych, aby zachęcał ich do tworzenia i pokazywał, że można inaczej niż kupić coś, można daną rzecz  zrobić i lubić ją i mieć  radość z jej tworzenia. Lubię także odwiedzać  inne blogi, choć nie zawsze mam możliwość skomentowania każdej nowej  pracy.

Blogiem, który chciałabym przedstawić Wam jest... są nawet dwa ;-)

Blog "szyciowy" Asi z EllClavell
Myślę, że blog Asi wśród blogów zajmujących się szyciem jest jednym z ciekawszych. Chciałam, abyście i Wy go poznały i polubiły. Asię znam ponad 2 lata, zaczęło się od bloga, który lubiłam i komentowałam, potem wygrałam Candy u Asi  jakie zorganizowała na swoim blogu. Torebeczka jaka wtedy do mnie przyszła zauroczyła mnie. Poprosiłam Asię o wymiankę, zgodziła się, wykonała mi wtedy te dwie torby, które jej szczegółowo opisałam, załatwiły mi sprawę prezentów gwiazdkowych ubiegłorocznych, a ja dla niej wykonałam komplet zimowy podług specjalnych instrukcji. Obie byłyśmy zadowolone ze swoich prac bardzo.
Dlaczego akurat ten blog chciałabym polecić? Sama szyję odkąd miałam 15 lat, więc naprawdę długo, ale etap fascynacji maszyną mam już dawno za sobą. A Asia na swoim blogu http://ellclavell.blogspot.com/ pokazuje naprawdę, że i szyciem można wznieść się na poziom artyzmu. Nie być tylko odtwórczym, popatrzcie jakie prace pokazuje i ile serca w nie wkłada.
Asię interesuje szyciem i fotografią,  pięknie pokazuje detale na swoich zdjęciach na blogu, także swoje prace potrafi w takich pięknych zdjęciach pokazać, ze jest to uczta dla oczu.
Uwielbiam młode osoby pełne pasji. Chciałabym, aby kiedyś moja córka miała w sobie pasję tworzenia i umiała z tego czerpać radość, uczę ją tego.


Na zdjęciu poniżej Asia


I drugi jeszcze  zgodnie z zapowiedzią blog -szydełkowy tym razem,czarowne miejsce Iwonki z Koronki Iwonki  Iwonka jest niezrównana w szydełku. Niedawno odkryła także druty, szybko je polubiła a one odpłaciły się jej tym samym. Na poniższym zdjęciu prezentuje chustę, którą wykonała samodzielnie, widać ile radości jej to sprawia.
Poznałyśmy się na rozdawajce na moim blogu, do Iwonki poleciała wtedy puszka, jaką wykonałam w technice  decoupage na kawę z napisem wybranym przez Iwonkę. Tak zaczęła się nasza znajomość blogowa a to już ponad dwa lata. Lubię zaglądać do Iwonki, komentować jej arcydzieła szydełkowe. Sama mam w domu dwie prace od Iwonki i bardzo je lubię, zawsze pomyślę o Iwonce ciepło układając obrus z naszej wymianki na stole, albo serwetkę od niej.
Blog Iwonki polecam serdecznie wszystkim, którzy chcą zobaczyć, że można z uśmiechem na ustach, a także z pasją i hobby iść przez życie.Jej blog jest ciepłym miejscem pełnym pasji, polubcie go tak jak ja.

A na tym zdjęciu Iwonka i radość tworzenia


Antoninie dziękuję za wyróżnienie, a Asi i Iwonce za przyjęcie wyróżnienia i wyrażenie zgody na tę zabawę.
Zdjęcia Antoniny , Asi  zaczerpnęłam z ich blogów, obie panie pokazały się na nich we własnych pracach, także Iwonka trzyma własnoręcznie wykonaną pracę.
Serdecznie Was pozdrawiam i bardzo dziękuję tym z Was, które miały siły przeczytać masę tekstu w tym poście i dotrwać do samego jego końca ;-)

środa, 5 listopada 2014

Seria Stitchionary by Vogue Knitting. Recenzja książki.

Ta dam.... oto mój prezent gwiazdkowy. To nic, że jest listopad, a Święta są za dwa miesiące. W ogóle mi to nie przeszkadza. Skoro reklamy świąt w gazetkach już się zaczęły, to nikogo nie zdziwi jak powiem, że ja sobie prezent pod choinkowy właśnie zakupiłam, a wszelkie fundusze jakie mają być przeznaczone dla mnie na prezent, poproszę w gotowiźnie, bo ja swój prezent już mam i innego nie chcę.

Stitchionary seria

Coś co niedawno znałyśmy z obrazków w internecie możemy mieć już w domku. Seria książek dziewiarskich wydawnictwa bardzo prestiżowego Vogue Knitting o nazwie Stitchionary. Pomyślana jest kompleksowo dla fanek dziewiarstwa. Jest anglojęzyczna, ale w obecnych czasach korzystania z wzorów na angielskich stronach, nie zaskoczy chyba żadnej dziewiarki język angielski, który przy wielu wzorach nawet niekoniecznie trzeba znać, bo są oznaczenia graficzne wzorów czyli schematy.

Dobra dobra ...

Dobra dobra powiecie, ale ona droga jest.  Kalkulator cenowy mi mówi, że 99 PLN(cena) plus 7,5 (wysyłka) podzielona przez ilość wzorów (mówię o części 5) 160 wychodzi nam 0,67 PLN za wzór. No więc jak sobie policzymy badziewne gazetki, które nas nęcą w sklepach, które są wydane na kiepskim papierze, które się zwyczajnie niszczą i do przechowywania średnio nadają. Które mają opisy wykonania wzorów opisane tak, że ktoś napisał opis, tłumaczył to tłumacz nie kumaty w dziewiarstwie i wynik finalny tego tłumaczenia jest taki, że lepiej żeby go jednak nie było wcale. No więc jak sobie zanalizujemy te gazetki po 8 -10 zeta, bo zależy jaki egzemplarz... to wyjdzie nam, że jeżeli nie kupujemy takich gazetek, bo mamy silną wolę, to raz na rok możemy sobie pozwolić na taką właśnie książkę.
Ponieważ mój raz na rok, właśnie się zdarzył dzisiaj, mam w domku 5 część Stitchionary o ażurach.
Tu możecie podejrzeć środeczek. A jak sobie głośnik podgłośnicie, to nawet usłyszeć możecie te kartki co się przewracają. :-)
Rok temu pod choinkę dostałam tę część o warkoczach. tu stosunek ceny jest jeszcze korzystniejszy 106.5 z wysyłką na 201 wzorów wychodzi wzór po 0,53 PLN. Naprawdę, czas leci a na mojej półce są już dwie książki z tej serii.


Ale ja kasy nie mam...

I ja nie mam i średnio co drugi, jeśli nie każdy Polak jej nie ma. Ale idą święta i czas prezentów i zamiast dostać jak zwykle od rodziny, pakiet kosmetyków na cały rok albo na 3/4 roku można powiedzieć, że Wy poprosicie od rodziny jeden wspólny prezent. Oni niech sobie robią ściepę i zamawiają wspólnie, Was tam szczegóły nie interesują, byle pod choinką taka książka na Was czekała.;-)

Dla kogo ona jest przeznaczona

Myślę, że dla każdej przeciętnej dziergaczki, która nie poszła jeszcze w opcję kupowania gazet. A jak nie poszła to niech już nie idzie, bo nie warto. Książka to jest książka i zawsze swoją wartość ma. Można ją przekazać w rodzinie innej dziergaczce, można po nią sięgać projektując swoje wersje sweterków.

a teraz fotki...

W tle książka o warkoczach a na pierwszym planie o ażurach




A tak pięknie opracowane są wzory ażurowe w tej książce na pierwszym planie



Pocieszcie się chwilę ze mną proszę ;-) Bo siedzę rozradowana i szczęśliwa i stan tej radości będzie mnie z tydzień trzymał albo dwa. Więc jak mnie ktoś zna i zobaczy głupkowaty uśmiech u mnie, to znaczy, że trafił na fazę  radości z tej książki i cokolwiek do mnie powie, stan szczęścia na mojej twarzy nie minie. ;-)))


Serdecznie Was pozdrawiam!!!

wtorek, 4 listopada 2014

Kobieta kobietom..

Babskie gierki
My Kobiety świetnie wiemy co to są babskie gierki, nie muszę chyba tłumaczyć? Podobno świetnie władamy igłą, jesteśmy także ekspertkami w ładowaniu szpil, ale jesteśmy też jedyne i genialne w babskich gierkach i chociaż nie każda z nas kobiet lubi bawić się w takie gierki, to gierki innych kobiet mamy w małym palcu, a jeśli nie wszystkie kobiety to większość.

1."Obraziłam się"

No tak, klasyczny foch. Która z nas kobiet tego nie zna? Na niektórych mężczyzn podobno działa, na inne kobiety skuteczność zerowa. Dlaczego? Inna kobieta w większości wypadków zna te wszystkie sztuczki na pamięć i jak inna kobieta stosuje klasycznego focha, to po prostu to ignoruje. Nie ma tematu, albo mówi wprost "daruj sobie wiem co robisz" ;-)
A na faceta czy działa? Nieraz tak nieraz nie, to zależy od mężczyzny i jego doświadczeń życiowych.

2. Jestem taka biedna i nieszczęśliwa

Kolejny foch. Podobnie jak wyżej, podobno... działa na niektórych mężczyzn. Piszę podobno, bo ja mam wokoło takich, co nie działa wcale, inna sprawa, że mnie babskie gierki nudzą i nie stosuję ich. Czemu ? O tym na końcu.
Kobieta wylewa potok łez, że ta sytuacja ją po prostu przerasta, że życie jest zbyt okrutne wobec niej, albo wręcz przeciwnie owija się jak mimoza wokół swojego mena dusząc go przy okazji. On pociesza rzecz jasna  swoją słabą niewiastę, że owszem jest słaba, ale że jeszcze jest on i on jest silny i uratuje swoją "kicię" przed całym światem. Oczywiście on ratuje zostaje jej wybawcą, zyskuje jej wdzięczność do grobowej deski. I właśnie dla tej wdzięczności faceci pocieszają te małe i nieszczęśliwe i pocieszenia potrzebujące niewiasty. Tylko czy rzeczywiście małe i nieszczęśliwe? A może duże i przebiegłe? ;-)

3.O ja biedna co ja pocznę..czyli na sierotę. (tu wymień dowolny kataklizm..)

No na mojego mena znowu nie działa, bo ani ja nie jestem ani biedna ani sierotowata. Żarówkę sama wymienię, śrubki dokręcę, młota użyję, buta przykleję, odkurzacz nowy odpalę bez instrukcji słowem nijak na sierotę się nie nadaję. Jestem po prostu  dość techniczna, ale to chyba nie dziwi w aktualnych czasach?

4."Ja mała słaba kobieta jestem"

Jestem taka mała biedna i słaba, że do niczego się nie nadaję. Mogę co najwyżej leżeć na kanapie i pachnieć cały dzień, bo za krucha jestem po prostu, żeby zajmować się przyziemnymi sprawami, żeby obiad zrobić i zakupy i sprzątanie i jeszcze do pracy pójść.
I lata facet z listą zakupów, bo on wybrał kobietę szczególną, kruchą i jedyną w swoim rodzaju i pielęgnuje ją w  domowym zaciszu. To kobieta dziecko. Wymagająca. Roszczeniowa. I stadła domowego, to tu raczej nie będzie. Jest zbyt dużo egoizmu własnego.
No i znowu nie ja, po stokroć u diaska, nie ja.

5."Popłaczę sobie cały tydzień, a Ty patrz i mięknij potworze jak mnie skrzywdziłeś..."

No cholera znowu nie ja. Nie umiem usiąść i popłakać sobie nawet 5 minut, bo po pierwsze czasu mi żal, a po drugie histeryczna nie jestem. Podziwiam te kobiety, co to potrafią. Naprawdę. Te co potrafią wypłakać wiadro łez i poczuć się lepiej, a przy okazji wymusić to czy tamto na swoim facecie. Naprawdę podziwiam i jak taką widzę (a widzę) to jestem szczerze uśmiechnięta i zachwycona. Po pierwsze, że odgrywany teatrzyk działa, po drugie dlatego, że kiepska komedia zawsze jest w cenie, a po trzecie podziwiam determinację i wiarę we własne możliwości manipulacyjne.
Pomijam fakt, że żeby zagrać teatrzyk trzeba mieć w sobie talenta teatralne  i także trzeba to lubić-lubić robić z siebie ofiarę, a z faceta potwora.
Często ta technika manipulacyjna  nie działa, bo jest po prostu błędna i nielogiczna moim zdaniem, bo jeżeli robimy z faceta potwora,to czemu on ma się starać i być kimś innym, niż z niego robimy?
Jest potworem i już. A co se kobieta poryczy to jej. ;-)

6.Awantura karczemna

Dobra metoda, nawet czasem skuteczna choć rzadko, podobno godzenie się bywa miłe. Znam takich co stosują i sobie chwalą. Jedna znajoma kobieta w nerwach i podczas awantury, zlew cały wzięła i wyrwała ze ściany. Dodam, że  to mała i naprawdę słaba kobieta była, ale co to musiał być za nerw.;-) Naprawdę ten teatrzyk to bym sobie obejrzała nawet w pierwszym rzędzie, jeśli by ktoś sprzedawał na niego  bilety...

7.Lizusostwo, czyli jak nie kijem go, to marchewką...

Jak nie działają powyższe metody zawsze można użyć marchewki. Nasz facet staje się wtedy" tygrysem", jest wspaniały, wszystko absolutnie wszystko jest w nim godny pochwały i po prostu jest jedyny i najcudowniejszy  pod słońcem.
A jak już jest zrelaksowany, najlepiej jeszcze najedzony, rozluźniony to my go atakujemy, że obraz spadł ze ściany i trzeba go na nowo powiesić, kran cieknie i koniecznie trzeba coś z tym zrobić, albo podarły nam się jedyne buty jesienne i koniecznie absolutnie i natychmiast musimy jechać na zakupy.... najlepiej do tego wielkiego centrum handlowego na całe popołudnie, bo tam dużo sklepów. A jak jest panika w oczach na wizję spędzenia całego dnia na zakupach, pociągamy  nosem i mówimy, że Jolka nas ciągnęła na zakupy, ale my nie potrzebowałyśmy, bo i kasy nie  ma i w ogóle... no, ale teraz to sam rozumiesz kochanie my musimy iść na zakupy.
I czekamy....maksymalnie do 5 sekund, aż mena oświeci i powie...
-To ile na te buty potrzebujesz wydać? A może z Jolą byś poszła, ona Ci lepiej doradzi...?

8. "A będziesz mój, mój, ty jeszcze nie wiesz o tym, że..."

Anna Jantar tak śpiewała, jak uzupełniła mi listę Marille w komentarzach, jest jeszcze jeden typ kobiecych gierek, polegający na zagięciu każdego mężczyzny,  dla samej frajdy zagięcia. I co tu biedak może począć? Musi ulec, nijak nie rozumiejąc, że ani on wspaniały, ani piękny a pociągający był tylko dlatego, że stawiał opór....

9.Miks metod

Oczywiście istnieje coś takiego jak miks metod. Można zrobić karczemną awanturę a na koniec się popłakać i jeszcze obrazić. Można najpierw zwabić marchewką a na koniec się popłakać, że trudy życiowe nas przerastają... i tak dalej i tak dalej my kobiety dobre w tym jesteśmy i dużo potrafimy.

Dlaczego nie działają na naszego faceta babskie gierki...

No właśnie dlaczego nie działają? Zada sobie to pytanie jedna z moich czytelniczek? No jeśli któraś z czytelniczek nie wie, to ja chętnie służę Wam  tą wiedzą, bo odpowiedź na to pytanie jest banalne .;-)
Na Waszego mena nie działają te babskie gierki, bo.... nie jesteście pierwszą kobietą w jego życiu, bo pierwsza była mama. I naprawdę, jeśli przepraszam za określenie żargonowe, ale pasuje tu bardzo "jechała po bandzie" zmieniając te babskie gierki jak rękawiczki, to dla Was moje kochane czytelniczki, nie zostało już po prostu nic.  Totalne zero.
Nawet jeśli chodził Wasz facet na tym pasku mamy, przez część życia, to teatrzyki, grane codziennie, tak mu się opatrzyły, że z paska się urwał. I żadna kobieta ani żona, ani córka nic z babskich gierek już nie ugra zwyczajnie. ;-)

A dlaczego ja nie stosuję tych gierek...

Miałam Wam napisać na koniec czemu ja nie stosuję takich gierek wobec swojego mężczyzny? Ja jestem widać tym wyjątkiem, widać i takie typy kobiet są, co jak ma problem to idzie do swojego faceta i komunikuje wprost
 -kochanie mamy problem.
Dlaczego? Od reguł są ponoć wyjątki i jeżeli ja tym wyjątkiem przypadkiem jestem (nie umiem grać kiepskiego teatrzyku, nie jestem histeryczna, a na dobre przedstawienie to wolę jednak iść do teatru.;-))
to po prostu znaczy, że jestem prostsza w konstrukcji.
Co nie oznacza, że nie jestem kobietą i nie widzę u innych kobiet takich "gierek", owszem jestem i mam córkę i naprawdę widzę, że każda kobieta, nawet ta mała próbuje swoich sił w tym temacie ;-)

Ps
Tak sobie myślę, że chyba nie zrobię żadnej kobiecie krzywdy, jeśli te babskie gierki tu opiszę... ;-)
Faceci to nie czytają babskich blogów, nie? Spokojne jesteśmy?? ;-)

A pytanie dnia brzmi
Czy w swoim zestawieniu pominęłam jakąś technikę babskich gierek? ;-)
Jestem otwarta na rozszerzenie mojej listy ;-)
Serdecznie Was pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na Wasze wpisy pod tym postem ;-)
Miłego wieczoru! Pa!