Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobiece sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobiece sprawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Moje nowe imię- Frustracja

Frustracja
To będzie moje nowe imię, a przynajmniej powinnam je nosić ostatnio. Co najmniej ostatni miesiąc o ile nie dłużej. Pamiętacie jeszcze mój nowy projekt autorski Camel blouse?
Projekt powstał w mojej głowie dość dawno, dobór włóczki był  łatwy dzięki konsultacji z Basią z Biferno.
No i się zaczęło...

Po pierwsze
Pisałam Wam kiedyś, że projekty są różne. Przylatują niektóre lekkie jak motylek, inne ociężałe jak bombowce przed zrzutem. Ten projekt bluzki, był lekki jak motylek, przyleciał i zagościł w mojej głowie nie wiadomo kiedy, żyć nie dawał tak mordował, że chce być zrealizowany. Już, natychmiast, teraz.Wszystko mi się z nim kojarzyło...
Przeglądając rok 2014 zauważyłam, że chociaż powstały całkiem nowe moje projekty dzianinowe, to jednak początek roku odpoczywałam produkując szale, środek roku odpoczywałam ciągnąc kilka projektów przeplatając je także szalami, podobnie jak koniec roku, kiedy miałam obok siebie prace typu "przerywniki" np szydełkowe  kwadraty tzw. "babcine" na koc.

Po drugie
Wracając do motylka, w fazie realizacji projektu, był trudny jak nie wiem co. Niby wszystko proste, ale...
-ale worki do kieszeni od bluzki do poprawki, bo wykonane raz nie  układały się prawidłowo
- ale podkrój na kieszenie trudniejszy w realizacji niż w koncepcji, wymagał kilka razy zatrzymania się i dumania
-ale wykończenie dołu do sprucia, bo to co zrobiłam nie podobało mi się więc i tu poprawka i prucie
-ale wykończenie szyi do sprucia, bo nie do końca zadowolona z niego byłam.
Słowem bombowiec naładowany bombami przed zrzutem przebrał się za motylka i mnie omamił. Skusił.
Zwabił. A potem wykańczał na raty i miał z tego radochę.

Po trzecie
Z różnymi projektami dzianinowymi różnie bywa. Niektóre naprawdę cieszą podczas przelewania myśli w czyn. Ten choć prosty we wzorze ogromnie, po prostu ma kilka poziomów trudności w wykonaniu go tak, jak został zaplanowany.
Dlatego Frustracja to moje nowe imię.
Różne osoby mają różne podejście do trudności w pracach dzianinowych. Jedne poddają się szybko,  prując swoje prace, mając ich po prostu serdecznie dość. Inne poprawiają projekt, po raz enty, aż do uzyskania efektu, który zadowoli je. Ja należę do tych drugich a nawet trzecich, generalnie przeciwności nie zrażają mnie od razu. Mogę mieć na imię Frustracja, ale nie pozwolę, aby żadna produkcja własna,  mnie przerosła i zdeptała.
I proszę bardzo.. niech sobie zagrywa, niech mnie wkurza, niech ze mnie drwi, niech frustruje i irytuje.
I tak ją pokonam, wydziergam i będę nosić i Wam pokazywać z radością, że żadne głupie "sticze" mnie nie pokonały.

Po czwarte
Imię Frustracja jednak do mnie na stałe nie przylgnie, bo Camel blouse jest w fazie finalnej. Do zrobienia został mi już tylko jeden rękaw. Nawet już dość spokojna jestem. Jeszcze tylko doleci do mnie ostatni moteczek włóczki i moja krwawiaca będzie gotowa ;-)))

A Was?
Co ostatnio wkurzyło? Wnerwiło na maksa i sfrustrowało tak, że chciałyście spruć, podeptać, podpalić i poskakać na tym?
Serdecznie Was pozdrawiam
Wasza Frustracja  ;-)

wtorek, 4 listopada 2014

Kobieta kobietom..

Babskie gierki
My Kobiety świetnie wiemy co to są babskie gierki, nie muszę chyba tłumaczyć? Podobno świetnie władamy igłą, jesteśmy także ekspertkami w ładowaniu szpil, ale jesteśmy też jedyne i genialne w babskich gierkach i chociaż nie każda z nas kobiet lubi bawić się w takie gierki, to gierki innych kobiet mamy w małym palcu, a jeśli nie wszystkie kobiety to większość.

1."Obraziłam się"

No tak, klasyczny foch. Która z nas kobiet tego nie zna? Na niektórych mężczyzn podobno działa, na inne kobiety skuteczność zerowa. Dlaczego? Inna kobieta w większości wypadków zna te wszystkie sztuczki na pamięć i jak inna kobieta stosuje klasycznego focha, to po prostu to ignoruje. Nie ma tematu, albo mówi wprost "daruj sobie wiem co robisz" ;-)
A na faceta czy działa? Nieraz tak nieraz nie, to zależy od mężczyzny i jego doświadczeń życiowych.

2. Jestem taka biedna i nieszczęśliwa

Kolejny foch. Podobnie jak wyżej, podobno... działa na niektórych mężczyzn. Piszę podobno, bo ja mam wokoło takich, co nie działa wcale, inna sprawa, że mnie babskie gierki nudzą i nie stosuję ich. Czemu ? O tym na końcu.
Kobieta wylewa potok łez, że ta sytuacja ją po prostu przerasta, że życie jest zbyt okrutne wobec niej, albo wręcz przeciwnie owija się jak mimoza wokół swojego mena dusząc go przy okazji. On pociesza rzecz jasna  swoją słabą niewiastę, że owszem jest słaba, ale że jeszcze jest on i on jest silny i uratuje swoją "kicię" przed całym światem. Oczywiście on ratuje zostaje jej wybawcą, zyskuje jej wdzięczność do grobowej deski. I właśnie dla tej wdzięczności faceci pocieszają te małe i nieszczęśliwe i pocieszenia potrzebujące niewiasty. Tylko czy rzeczywiście małe i nieszczęśliwe? A może duże i przebiegłe? ;-)

3.O ja biedna co ja pocznę..czyli na sierotę. (tu wymień dowolny kataklizm..)

No na mojego mena znowu nie działa, bo ani ja nie jestem ani biedna ani sierotowata. Żarówkę sama wymienię, śrubki dokręcę, młota użyję, buta przykleję, odkurzacz nowy odpalę bez instrukcji słowem nijak na sierotę się nie nadaję. Jestem po prostu  dość techniczna, ale to chyba nie dziwi w aktualnych czasach?

4."Ja mała słaba kobieta jestem"

Jestem taka mała biedna i słaba, że do niczego się nie nadaję. Mogę co najwyżej leżeć na kanapie i pachnieć cały dzień, bo za krucha jestem po prostu, żeby zajmować się przyziemnymi sprawami, żeby obiad zrobić i zakupy i sprzątanie i jeszcze do pracy pójść.
I lata facet z listą zakupów, bo on wybrał kobietę szczególną, kruchą i jedyną w swoim rodzaju i pielęgnuje ją w  domowym zaciszu. To kobieta dziecko. Wymagająca. Roszczeniowa. I stadła domowego, to tu raczej nie będzie. Jest zbyt dużo egoizmu własnego.
No i znowu nie ja, po stokroć u diaska, nie ja.

5."Popłaczę sobie cały tydzień, a Ty patrz i mięknij potworze jak mnie skrzywdziłeś..."

No cholera znowu nie ja. Nie umiem usiąść i popłakać sobie nawet 5 minut, bo po pierwsze czasu mi żal, a po drugie histeryczna nie jestem. Podziwiam te kobiety, co to potrafią. Naprawdę. Te co potrafią wypłakać wiadro łez i poczuć się lepiej, a przy okazji wymusić to czy tamto na swoim facecie. Naprawdę podziwiam i jak taką widzę (a widzę) to jestem szczerze uśmiechnięta i zachwycona. Po pierwsze, że odgrywany teatrzyk działa, po drugie dlatego, że kiepska komedia zawsze jest w cenie, a po trzecie podziwiam determinację i wiarę we własne możliwości manipulacyjne.
Pomijam fakt, że żeby zagrać teatrzyk trzeba mieć w sobie talenta teatralne  i także trzeba to lubić-lubić robić z siebie ofiarę, a z faceta potwora.
Często ta technika manipulacyjna  nie działa, bo jest po prostu błędna i nielogiczna moim zdaniem, bo jeżeli robimy z faceta potwora,to czemu on ma się starać i być kimś innym, niż z niego robimy?
Jest potworem i już. A co se kobieta poryczy to jej. ;-)

6.Awantura karczemna

Dobra metoda, nawet czasem skuteczna choć rzadko, podobno godzenie się bywa miłe. Znam takich co stosują i sobie chwalą. Jedna znajoma kobieta w nerwach i podczas awantury, zlew cały wzięła i wyrwała ze ściany. Dodam, że  to mała i naprawdę słaba kobieta była, ale co to musiał być za nerw.;-) Naprawdę ten teatrzyk to bym sobie obejrzała nawet w pierwszym rzędzie, jeśli by ktoś sprzedawał na niego  bilety...

7.Lizusostwo, czyli jak nie kijem go, to marchewką...

Jak nie działają powyższe metody zawsze można użyć marchewki. Nasz facet staje się wtedy" tygrysem", jest wspaniały, wszystko absolutnie wszystko jest w nim godny pochwały i po prostu jest jedyny i najcudowniejszy  pod słońcem.
A jak już jest zrelaksowany, najlepiej jeszcze najedzony, rozluźniony to my go atakujemy, że obraz spadł ze ściany i trzeba go na nowo powiesić, kran cieknie i koniecznie trzeba coś z tym zrobić, albo podarły nam się jedyne buty jesienne i koniecznie absolutnie i natychmiast musimy jechać na zakupy.... najlepiej do tego wielkiego centrum handlowego na całe popołudnie, bo tam dużo sklepów. A jak jest panika w oczach na wizję spędzenia całego dnia na zakupach, pociągamy  nosem i mówimy, że Jolka nas ciągnęła na zakupy, ale my nie potrzebowałyśmy, bo i kasy nie  ma i w ogóle... no, ale teraz to sam rozumiesz kochanie my musimy iść na zakupy.
I czekamy....maksymalnie do 5 sekund, aż mena oświeci i powie...
-To ile na te buty potrzebujesz wydać? A może z Jolą byś poszła, ona Ci lepiej doradzi...?

8. "A będziesz mój, mój, ty jeszcze nie wiesz o tym, że..."

Anna Jantar tak śpiewała, jak uzupełniła mi listę Marille w komentarzach, jest jeszcze jeden typ kobiecych gierek, polegający na zagięciu każdego mężczyzny,  dla samej frajdy zagięcia. I co tu biedak może począć? Musi ulec, nijak nie rozumiejąc, że ani on wspaniały, ani piękny a pociągający był tylko dlatego, że stawiał opór....

9.Miks metod

Oczywiście istnieje coś takiego jak miks metod. Można zrobić karczemną awanturę a na koniec się popłakać i jeszcze obrazić. Można najpierw zwabić marchewką a na koniec się popłakać, że trudy życiowe nas przerastają... i tak dalej i tak dalej my kobiety dobre w tym jesteśmy i dużo potrafimy.

Dlaczego nie działają na naszego faceta babskie gierki...

No właśnie dlaczego nie działają? Zada sobie to pytanie jedna z moich czytelniczek? No jeśli któraś z czytelniczek nie wie, to ja chętnie służę Wam  tą wiedzą, bo odpowiedź na to pytanie jest banalne .;-)
Na Waszego mena nie działają te babskie gierki, bo.... nie jesteście pierwszą kobietą w jego życiu, bo pierwsza była mama. I naprawdę, jeśli przepraszam za określenie żargonowe, ale pasuje tu bardzo "jechała po bandzie" zmieniając te babskie gierki jak rękawiczki, to dla Was moje kochane czytelniczki, nie zostało już po prostu nic.  Totalne zero.
Nawet jeśli chodził Wasz facet na tym pasku mamy, przez część życia, to teatrzyki, grane codziennie, tak mu się opatrzyły, że z paska się urwał. I żadna kobieta ani żona, ani córka nic z babskich gierek już nie ugra zwyczajnie. ;-)

A dlaczego ja nie stosuję tych gierek...

Miałam Wam napisać na koniec czemu ja nie stosuję takich gierek wobec swojego mężczyzny? Ja jestem widać tym wyjątkiem, widać i takie typy kobiet są, co jak ma problem to idzie do swojego faceta i komunikuje wprost
 -kochanie mamy problem.
Dlaczego? Od reguł są ponoć wyjątki i jeżeli ja tym wyjątkiem przypadkiem jestem (nie umiem grać kiepskiego teatrzyku, nie jestem histeryczna, a na dobre przedstawienie to wolę jednak iść do teatru.;-))
to po prostu znaczy, że jestem prostsza w konstrukcji.
Co nie oznacza, że nie jestem kobietą i nie widzę u innych kobiet takich "gierek", owszem jestem i mam córkę i naprawdę widzę, że każda kobieta, nawet ta mała próbuje swoich sił w tym temacie ;-)

Ps
Tak sobie myślę, że chyba nie zrobię żadnej kobiecie krzywdy, jeśli te babskie gierki tu opiszę... ;-)
Faceci to nie czytają babskich blogów, nie? Spokojne jesteśmy?? ;-)

A pytanie dnia brzmi
Czy w swoim zestawieniu pominęłam jakąś technikę babskich gierek? ;-)
Jestem otwarta na rozszerzenie mojej listy ;-)
Serdecznie Was pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na Wasze wpisy pod tym postem ;-)
Miłego wieczoru! Pa!

piątek, 1 sierpnia 2014

O... poczuciu humoru

Co to jest poczucie humoru?
Definicja jest mniej więcej taka : jest to umiejętność dostrzegania rzeczy śmiesznych, zabawnych, wrażliwość na komizm czegoś.
Poczucie humoru jest to na pewno sprawa bardzo indywidualna każdego człowieka. Weźmy na ten przykład humor angielski, który ja osobiście bardzo lubię, ale wiem, że nie wszyscy.
Na pewno miło jest obracać się w towarzystwie ludzi z poczuciem humoru, jest wesoło wtedy. Czy jednak zawsze? Nie. Dlaczego, zaraz wytłumaczę.
Czy poczucie humoru może obrażać?
Czasem poczucie humoru jest na granicy zwykłego chamstwa, bo czy każdemu i w każdym wieku i zawsze, odpowiada poczucie humoru o zabarwieniu seksualnym, albo dotykającym w jakiś sposób seksu?
Żyjemy w takich czasach, że sex jest wszechobecny, sączy się z radia jak "jad" jak jedziemy samochodem z dziećmi, opowiadając czy to o preparatach na upławy, grzybice itp, czy reklamując "sex taśmę" (mamo co to jest sex taśma???) czyli najnowszy film w kinach. Sex jest tak wszechobecny i tak atakujący ludzi zewsząd, że czasem mam wrażenie, słuchając i oglądając różne rzeczy, że funkcjonowanie człowieka jest na jednej i wyłącznie tylko jedynej płaszczyźnie, czyli seksualnej, a to przecież totalna bzdura.
Tak więc żarty o zabarwieniu seksualnym, powiedziałabym, że są  prawie na porządku dziennym. Należy postawić sobie zatem kilka pytań na temat takiego "wysublimowanego" (ironia) poczucia humoru.
Czemu obraża?

Czy nie rozumiemy takiego poczucia humoru? Owszem rozumiemy i czujemy się zniesmaczone, a wcale nie rozbawione. (Mam tu na myśli nasze odczucia kobiece, a te mogą być przecież różne, nie tylko pozytywne).
Drugą sprawą jest kwestia wieku, zarówno osoby/osób do której/których kieruje się takie żarty. Jeżeli matka stoi z córką (nieletnią), to jakim prawem facet śmie zażartować sobie w sposób czysto seksualny? I czemu nie czuje wtedy się totalnym chamem i kretynem ?
Kolejna sprawa. Stoję sobie w sklepie z warzywami, mężczyzna wcale nie młody żartuje sobie kupując ogórki kiszone w sposób niewybredny i czysto seksualny, do zupełnie obcej młodej kobiety- ekspedientki. Stoję za panem i nie wiem, przyłożyć mu parasolką, której zresztą nie mam (a tak zrobiła babcia mojego męża, kiedyś w autobusie) żeby zrozumiał, że jego poczucie humoru to najczystsze chamstwo i obelga dla tej pani?
Kiedy facet, bo to o nim mowa zaczyna być chamem i inna sprawa, czemu nie jest tego świadomy???

Cham

Kiedy cham zaczyna być chamem? To kolejne pytanie. Myślałam nad tym i dochodzę do wniosku, że ta granica jest płynna. Najpierw jest młody mężczyzna, który zapewne odkrywa, że żartując w pewien sposób zdobywa sobie powodzenie, albo przynajmniej zainteresowanie kobiet, ale mężczyzna mający żonę i nadal traktujący tak inne kobiety... o sprawa robi się ciekawa. Idziemy dalej, ten sam mężczyzna starzeje się przecież i w pewnym momencie życia, zaczyna już  być obleśnym starym dziadem, z obleśnym poczuciem humoru. Na którego kobiety już nie uśmiechają się, ale otrząsają się ze wstrętem, że taki cham śmie sobie tak śmiało poczynać.


Jak reagować?
No właśnie jak powinny reagować na takie zachowanie kobiety?
Sytuacja pierwsza omawiana, matka stoi z córką. Na chamski seksualny żart, moim zdaniem matka powinna instruktażowo faceta potraktować (oczywiście instruktażowo dla córki)  facet powinien dostać w tym momencie z tzw. liścia.
Sytuacja druga- ekspedientka w pracy- facet powinien dostać parasolką w łeb, za świński sposób potraktowania pani w pracy, ale nie od ekspedientki, bo ta bidula, nie może pozwolić sobie na złe potraktowanie klienta, ale my stojąc w kolejce spokojnie możemy pana-chama skomentować, że świnia obleśna na przykład, może potrząśnie to nim i zmusi do refleksji.
A jak zareagować jak inna kobieta, seksualnie żartuje sobie robiąc przytyki wobec naszego męża na przykład?  Ba, żartuje sobie do niego zupełnie niczym nie zrażona, w naszej obecności? Można, oczywiście, że można zareagować, najpierw oglądamy sobie wnikliwie sytuację i mamy ubaw po pachy, bo widzimy, że nasz  mąż jest zniesmaczony, nie reaguje zupełnie na żart, a potem z mężem w cztery oczy sobie wspólnie żartujemy z zaistniałej sytuacji ;-) Pozwolicie, że cytować swoich żartów nie będę ;-))

Czy w ogóle reagować?
Uważam, że powinno się reagować. Dlaczego? Żeby wystopować chama na tym etapie jeszcze, kiedy jest  młodym mężczyzną, żeby nie doszedł do etapu bycia "obleśnym starym dziadem" dla jego własnego dobra, żeby inne kobiety nie musiały otrząsać się z ohydą na jego dowcipy.

Pytanie dnia
Czy spotkałyście się z takim "wysublimowanym-chamskim " poczuciem humoru i byłyście zniesmaczone, zohydzone, albo zażenowane, że ktoś sobie tak wobec Was poczyna?
Jak zareagowałyście na chamstwo? Bardzo jestem zainteresowana Waszymi odczuciami na ten temat i komentarzami.
Serdecznie Was wakacyjnie pozdrawiam

Ps
Dzianinowe posty już dla Was się szykują ;-) Zaglądajcie do mnie ;-)

A do obejrzenia dla Was mam obrazek - wakacyjną pocztówkę

piątek, 2 maja 2014

Zaniedbana kobieta pod presją społeczną.

Presja
Odczułam ostatnio wyraźną presję społeczną- nowoczesnej kobiety.
Jaka jest nowoczesna kobieta? Według reklam jest wiecznie młoda, zawsze uśmiechnięta (nie płaczą te baby czy co? nie mają huśtawki nastrojów ani okresów czy co?), o idealnie pięknych długich włosach koloru kasztanowego, albo złotego, albo rubinowego, albo już sama nie wiem jakiego, ale na pewno nie naturalnego!!!
O walorach figur nowoczesnych kobiet się nie rozwodzę, nie będę doprowadzać się do łez. Kobiety wiecznie młode, wykremowane, wypachnione, ciągle się myją te baby i genaralnie albo leżą i głaszczą sobie włosy, albo półnagie pienią się pod prysznicem. Co by nie powiedzieć zawyżają nam niemiłosiernie poprzeczkę, wpędzając w jakieś chore wizje kobiety doskonałej, idealnej zawsze debilnie uśmiechniętej i radośnie napienionej żelami.
Reasumując- zwykłe kobiety odczuwają presję, że mają jakieś tam być. A co jeżeli nam się nie chce?
A co jeżeli nie chcemy być wymalowane, bo nam się nie chce? A co jeżeli chcemy sobie popłakać, albo pokrzyczeć albo pochodzić w podartych dresach, bo nastrój mamy do d.... jak te dresy?
No nie wiem.... mam mieszane uczucia, czy w ogóle nam wolno?
No ale odleciałam myślami od tematu o jakim chciałam Wam napisać. O moich włosach.

Włosy-wizerunek kobiety zadbanej
Wiemy, że ozdobą każdej kobiety są jej włosy. Najlepiej długie, pachnące, piękne. (długie w przeciwieństwie do krótkich męskich)
Nie wiem czy Wam pisałam, ale wróciłam do swojego koloru włosów. Może jeszcze nie do końca, ale zamierzałam. Miałam już 5 cm odrost a na reszcie włosów taki kolor jak tu na zdjęciu w białej czapce.
No, ale ostatnio zobaczyłam swoje włosy w słoneczku wiosennym, które bezlitośnie i ostro rozwiewa wszelkie wątpliwości i obnaża niedoskonałości, jak to się mawia- wymiękłam. Zobaczyłam radosne  trzy kolory: mój odrost, mój kolor siwy troszkę się skrzył na skroniach, oraz moją brązową farbę na reszcie włosów. Presja złego wyglądu okazała się tak mocna, że jeszcze tego samego dnia odwiedziłam drogerię i wyszłam stamtąd moralnie pocieszona,  spokojnie niosąc farbę ukrytą w torbie.

Farba
Kupiłam taką jak na zdjęciu, jest bez amoniaku i jestem nawet zadowolona z efektu. Pierwszy raz zastosowałam na sobie farbę bez-amoniakową, jest istotna jednak różnica między farbami z amoniakiem a bez. Nie wypadło mi pół włosów jak ostatnio. Nie zrobiły się proste jak druty- jak ostatnio. Kolor ładnie się zrównał a ja odetchnęłam z ulgą, że nie jestem już pośmiewiskiem społecznym wytykanym przez inne kobiety palcami. Nie wiem zupełnie czemu my kobiety mamy kręćka na tym punkcie?



Kolor
Wybrałam złoty brąz, jakoś tak się zapętliłam na nim. Jest ten kolor dość blisko mojego naturalnego koloru włosów.

Fryzura
Jest ta co ostatnio, docięłam sobie minimalnie grzywkę tylko, zobaczymy jak się będzie układać.
Oczywiście wszystkie te eksperymenty musiałam zrobić ostatnio, czyli w okresie największego zaganiania przedświątecznego. No, ale co ja miałam biedna zrobić, jak widmo społecznie zaniedbanej kobiety wisiało nade mną jak ciężka chmura, strasząc i nękając i dręcząc niemiłosiernie???
No dobra pokażę Wam ten kolor, nie będę taka.... zresztą już w zasadzie pokazałam w sesji bluzeczki natura, ale dla tych co nie zauważyli- jeszcze raz.

I pytanie dnia
Czy Wy także odczuwacie jakąś presję społeczną, odciśniętą na Was?
Chętnie posłucham waszych opinii.
Serdecznie Was w ten deszczowy i pochmurny dzień pozdrawiam!

wtorek, 26 listopada 2013

Statystycznie o-dziana Polka

Statystycznie o-dziana  Polka. Jaka jest? Nie chodzi mi o wiek, poglądy, ale o rozmiar ubraniówki.
Wiele sklepów, ma szeroką ofertę ubrań, ale w małych rozmiarach. Natomiast dla Pań o rozmiarach S++++++ oferta ubrań jest uboga, jeśli nie żenująca. Ubrania dla puszystych Pań przypominają prostokąt. Brak jest ładnych cięć i dopasowań do sylwetki.
A statystyczna Polka w rozmiarze S++++++ :-) , także chce korzystnie wyglądać. Wspominałam kiedyś o tym, że osoby pulchne, chcą także po prostu dobrze wyglądać. Pisałam też, że takim osobom (np mnie) trudniej jest ładnie wyglądać. Estetycznie wyglądać. Po prostu porządnie wyglądać. Jest to tym trudniejsze, że np moda narzuca krótkie, dopasowane ubrania, które po schyleniu się demonstrują wdzięki (albo anty-wdzięki).
Jak?
Jak więc zatem nie dać się zwariować i wyglądać dobrze? Kiedyś na te zapotrzebowania były krawcowe. Nie szwaczki. Krawcowe. Robię celowe rozróżnienie.
Szwaczka - to osoba zszywająca to, co skroi krojczy.
Krawcowa? Zdejmie miarę. Sama skroi dopasowane do nas ubranie. Naniesie poprawki na przymiarce. Wykończy ostatecznie ubranie. Kiedyś dobra krawcowa była na wagę złota. Teraz także. Te co są mają wygórowane dość stawki. Uważam jednak, że czasem lepiej mieć coś dobrze skrojonego, niż nie mieć nic pasującego.
Co?
Co warto mieć w swojej szafie szytego przez krawcową?
- garsonkę ( spódnicę z marynarką)
-długą czarną spódnicę (naprawdę przydaje się do różnych kombinacji)
-czarną (albo inną klasyczną) sukienkę wizytową (odpowiednik małej czarnej dla szczupłych Pań)
-jedne porządnie skrojone wizytowe spodnie
-jeśli nie znajdziemy kupnej, to chociaż dwie dobrze na nas leżące bluzki wizytowe, jedna biała, jedna w innym ulubionym przez nas kolorze.

A jeśli nie...
A  jeśli nie mamy krawcowej... ?
Wybierajmy fasony z oferty ubrań gotowych, takie które zakrywają bardziej niż odsłaniają.
-nie kupujmy pięknego sweterka jeśli jest kusy i ciągle sterczy nam spod niego brzuch
-kupujmy tuniki, to dobry pomysł, jeśli spodnie są biodrówki, przysłonić je dłuższą bluzką

A teraz
A teraz bardzo proszę o Wasze wypowiedzi.
-Jaka jest statystycznie "odziana" Polka?
-Jaki rozmiar garderoby nosicie?
-Jeśli nosicie większe rozmiary, gdzie się ubieracie?
Liczę na Wasze opinie. Bo sądząc po ofercie sklepów, to nogi mamy półtora metrowe, szczupłe, biodra mamy jak 11 letnie dziewczątko, biustu wcale.
Coś mi tu nie pasuje, jak patrzę na ulicach na statystyczne Polki. Czemu producenci nie widzą nas? Fizycznie istniejących kobiet? Czemu oferta ubrań jest tylko dla przeciętnych  ludzi? Czemu buty kozaki są tylko dla szczupłych Pań?
Czemu, to co jest dla mnie dobre rozmiarem, fasonem jest dla osób w podeszłym wieku???











piątek, 13 września 2013

Własny styl

Co to znaczy mieć własny styl? Myślałyście kiedyś o tym zagadnieniu?
Dla mnie własny styl to ważna sprawa. Są rzeczy, na które zwyczajnie nie spojrzę, bo od razu wiem, że nie moje kolory, nie moje fasony, nie moje długości i nie moje tkaniny. I żeby tę rzecz, darmo ktoś mi dawał- nie chcę tego i już! I żeby było jasne, nie mówię o drogich ubraniach firmowych tylko o własnym stylu każdego człowieka.



Analiza 8 kroków w kierunku stylu
Czy każda z nas, mam na myśli kobiety, ma coś takiego co się nazywa własnym stylem? Czy warto to mieć i po co? Co sprawia, że wyróżnia nas własny styl?
Szukając odpowiedzi na te pytania, przejrzałam co w internecie już o tym jest napisane.
Znalazłam między innymi ten krótki instruktarz złożony z 8 kroków by styl jakoby odnaleźć.  W zasadzie zgadzam się z większością kroków tam napisanych np punkt pierwszy akceptuję w całości, ponieważ robi pewną gradację ważności spraw w poszukiwaniu własnego stylu. Tylko czy krok drugi to łatwo jest we własnym przypadku ustalić? Wydaje mi się, że jednak nie jest to takie oczywiste, bo czy zawsze zdajemy sobie z tego sprawę jakie atuty ma nasza sylwetka?
Czy ja umiałabym podać swoje 3 atuty (aż trzy) tak od razu? Chyba nie... nie zastanawiałam się nad sobą, aż tak..
Punkt trzeci w zasadzie pokrywa mi się częściowo z punktem pierwszym. Komfort własny. Niby ważna sprawa, ale czy o komfort chodzi jak idziemy gdzieś wizytowo odziani? Czy o wygląd? Bo jednak komfort i wygląd nie zawsze idą w parze. Ile z nas stawiało na wygląd a nie na komfort idąc w fasonie sukni, która upija itp
Kolejny 4 punkt z omawianej listy 8 kroków. Moje kolory a kolory które chciałabym nosić. Czyli czy wiem w jakich kolorach mi jest dobrze, bo tak naprawdę o to tu chodzi. Dobrze nam w zielonym a z uporem maniaka ubieramy się w czerwony, który podkreśla nam pajączki naczyniaki na nosie... itp.
Punkt piąty to dla mnie jednak bzdura. Większość z nas do pracy ma inne rzeczy, niż na weekendy. Pani urzędnik pewnie w weekend, będzie hasać w dresach i na boso i cieszyć się, że może odpocząć od szpilek i koka. A pani nauczycielka od wf w weekend dla własnej przyjemności włoży szpilki i pięknie się odzieje, żeby dla odmiany poczuć się bardziej kobieco.
Co chcę zmienić w punkcie szóstym... czy w ogóle powinnyśmy coś zmieniać w sobie w sensie stylu? Przecież nieraz jest ok, więc nie ma potrzeby zmian...w myśl zasady lepsze jest wrogiem dobrego... No ale załóżmy, że chcemy wzrastać we własnym stylu i doskonalić go, w takim aspekcie jakby rozumiem, potrzebę zmian i szukania, jeśli nie znaleźliśmy jeszcze własnego stylu w ubiorze i nie tylko.
Punkt siódmy to analiza co tak znaczy dla mnie styl. Moje odczucia na ten temat. No fakt, własne odczucia ważna sprawa, bo myślenie tak w ogóle jest ważne, a w szczególe na własny temat, może doprowadzić nas do ciekawych spostrzeżeń.
Punkt ósmy to analiza własnej szafy. Trudna sprawa, to jest jednak pozbycie się rzeczy, w których źle się czujemy. Dlaczego? Bo skądś się w naszej szafie wzięły, po coś je kupiłyśmy, coś nam się podobało w tych rzeczach w momencie zakupu.
Ważna sprawa - nie dążymy za modą
To jednak bardzo istotne, aby wybierać z mody to, co jest dobre dla naszej sylwetki i dla nas. Czyli modę traktować bardzo wybiórczo! Tu macie więcej o tym napisane. Trzeba zorientować się jakim typem kolorystycznym jesteśmy. Rok jest podzielony na 4 części kolorystyczne. Wiosna, lato, jesień i zima. Opis w tym linku macie szczegółowy. Mam nadzieję, że wizyta u stylistki nie będzie potrzebna, dla zorientowania się w tym, jakimi kolorami powinnyśmy się kierować w zakupach, bo większość kobiet intuicyjnie wyczuwa tę dobrą dla siebie kolorystykę.
Inna sprawa to znajomość własnej sylwetki. Jej plusów i minusów. Tego w czym dobrze wyglądam, w jakich fasonach i tego w czym wyglądam źle. Jeżeli to źle, to akurat to co jest teraz modne. Nie mamy wyboru musimy zignorować aktualne trendy modowe, na korzyść własnego dobrego wizerunku.
Dlaczego własny styl jest ważny?
Ten materiał pozwoli Wam zorientować się dlaczego wato zadać sobie trud ogarnięcia własnego stylu i poszukiwania go.

Podsumowanie
Młode kobiety poszukujące własnego stylu, z pewnością bardziej eksperymentują z kolorami i fasonami kupowanych rzeczy.
Kobiety dojrzałe, mniej skore są do eksperymentów. Szybciej zdecydują poprzez odrzucenie i krytykę rzeczy, która im nie odpowiada. Nie kupią bluzki w kolorze, którego nie lubią, bo pani ekspedientka dowartościowała je tekstem "cudownie pani w tym kolorze". Są świadome, wybredne i konkretne w poszukiwaniach tego, co chciałyby kupić. One idąc po jakiś zakup, dokładnie wiedzą czego szukają. Takie osoby rynek  trudniej zadowoli, bo o wiele trudniej jest, mając skonkretyzowane oczekiwania kupić cokolwiek, co jest akurat w sprzedaży niż znaleźć dokładnie to co chciałyśmy, jeśli szukamy czegoś o określonych przez nas wcześniej cechach.

A co Wy sądzicie o swoim stylu?
Serdecznie Was pozdrawiam :-)



środa, 31 lipca 2013

Elegancja kontra szyk, czyli tajemnice kobiecości.

Kilka postów temu zadałam Wam pytanie czy w kilku słowach umiecie rozróżnić szyk od elegancji.
Pytanie to zadałam nie po to, by obnażyć Waszą niewiedzę w tym temacie, ale po to aby się zorientować czy tak jak ja, mieliście w tym temacie poplątanie z pomieszaniem.
Czytałam 3 książki o tematyce związanej z ubiorem, na które się w tym momencie powołam.
Teresa Kuczyńska, Moda w rytmie epoki.
Kendall Farr, Twój osobisty stylista.W co się ubrać?
Teresa Morska, Modnie i wygodnie.
W książce "Moda w rytmie epoki", którą de facto bardzo ciekawie się czyta. Znalazłam takie rozróżnienie szyku i elegancji.
Szyk
"Szyk- to jeszcze trudniejsze do zdefiniowania niż elegancja. Dziewczyna może szykownie wyglądać w starym rozciągniętym swetrze, przyciasnych spodniach i gumiakach. Każdy z nas widuje wokół siebie takie postacie pełne szyku, które co by nie załozyły, to na nich "wygląda", ba zyskuje nawet nową jakość. Zdarza się więc często, że inne kobiety zachęcone widokiem tych rzeczy na owych dziewczynach, próbują kupować to samo, ale efekt już nie ten sam. Bo szyk- to pewien dar nieba, nie da się tego wyrobić, nie da się tego nauczyć, to się ma- albo się nie ma.
Po prostu szykowna dziewczyna, którą każdy zauważy, wyłowi z miejsca spośród tłumu.
Zupełne przeciwieństwo kobiety eleganckiej, której dewizą jest- nie rzucać się w oczy"

W tym momencie przypomniała mi się sytuacja jak byłam młodą dziewczyną pewnej sukienki. Moja kuzynka starsza o kilka lat zapragnęła, abym uszyła jej taką samą. Mankamenty figury drobne spowodowały, że taki sam fason  sukienki na niej był nie do przyjęcia. To co na mnie wyglądało szykowanie, na niej... no cóż sukienka skończyła zapewne w szafie, bo nigdy jej na niej nie widziałam.
Elegancja
"Natomiast kobieta elegancka to taka, która siebie zna i akceptuje. Swoją sylwetkę widzi na tyle prawdziwie, aby nie czynić spudłowanych zakupów. Zna ją bezlitośnie, taką, jaką widzi otoczenie na ulicy, a nie w przydymionym świetle mrocznego holu i w lustrze, które ukazuje sylwetkę tylko do połowy. Zna swoje słabości, wszystko to dostrzega i potrafi wykorzystać dla siebie.
"Mam biust zbyt ciężki, żołądek, który wypycha się i jeden łokieć wyżej od drugiego- mówiła o sobie Marlena Dietrich- ale ja wiem o tym.... Umiem wygrać swoje defekty..."
Podkreślam raz jeszcze-kobieta, która siebie akceptuje. Jeśli jest wysoka, niech gra wysoką, jeśli jest mała- niech wygrywa swój niski wzrost, filigranowość. Jeśli jest solidnie zbudowana, niech wygrywa tę swoją hożość. Jeśli jest brzydka , niech stara się wygrać tę swoją brzydotę. Istnieją brzydoty pełne uroku."

Podsumowanie
Sztuczność w ubiorze, stylizowanie się na siłę, to jest chyba najgorsza z możliwych kwestia. Przebieranki osoby puszystej  w paski mające ją wydłużyć optycznie etc pomysły. Osoba puszysta także może być atrakcyjna. Kobieta brzydka... czy są takie w ogóle? Znam wiele brzydul, które mają osobowość i są tak brzydkie, że aż piękne.
Szyk- książka wiele o nim mówi. Nie chcę przepisywać jej całej, Kobieta szykowna to taka, co przyciąga uwagę innych ku sobie. Ma w sobie to coś i nie ważne jest czy ma na sobie kostium czy kalosze. Szykowne zazwyczaj są kobiety młode, które chcą wyróżniać się z tłumu. Czy kolorem czy fasonem ubrania czy jakąś ekstrawagancją stroju. I z pewnością im się to udaje. Są piękne młode i świeże w swej urodzie.
Kobieta elegancka, to taka, co niekoniecznie chce się z tłumu wyróżniać, ale jak przyjrzymy się jej, to okaże się, że ma detale garderoby ze sobą zgrane. Ze wszystko na niej jest takie akuratne i przemyślane. Ze jej strój jest estetyczny, czysty i schludny, ze jest taka nienaganna i piękna.
"Prawdziwa elegancja to zespół elementów wizualnych i... psychicznych. Więc sposób poruszania się, chodzenia, gestykulacji, przyjmowania wrażeń. Naturalność, absolutna naturalność przy jednoczesnym pełnym panowaniu nad swoimi reakcjami. Nienaturalność w zachowaniu się kobiety przekreśla wszystko. I dyskrecja w sposobie bycia. Umiejętność kompromisu między całkowitą pewnością siebie a jednoczesną skromnością w zachowaniu. Brak kompleksu niższości, a jednocześnie powściągliwość".

A na koniec chciałam Wam pokazać kobietę i elegancką i szykowną w jednym.
Pani Dominika w pracy. Pani Dominika jest przewodniczką po Zamościu. Oprowadza swoje  grupy w autentycznym stroju damy z XVI wieku. Wygrywa w nim swoją hożością, gracją i pięknem kobiecym.
Ponieważ nie mam zgody pani Dominiki, pokażę  tę piękną kobietę w pracy, ale bez publikacji jej wizerunku.
Dodam tylko, że przechadzka z panią Dominiką po Zamościu to była uczta dla oczu!
Serdecznie Pani dziękuję Pani Dominiko!