Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moim okiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moim okiem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Grubasy, czyli grube druty

Początek

Na początku mojej przygody z drutami uczyłam się robić dzianiny i zawsze bardzo chciałam, aby miała ona strukturę zwartą a nie dziurawą. To oczywiście przydawało się w dzianinach, takich jak swetry czy też bluzki.
Dzisiaj chciałam posta poświęcić drutom grubym. No dobra, zapytacie a jakie to są "druty grube"?
"Ja robię serwetki na 2 mm to już 4 są dla mnie grube."
To dzisiejszy post będzie o drutach -dla mnie grubych. Nie wiem czy ta definicja nie jest za wąska, ale na obronę popełnienia tego posta w sam raz.

Grubasy

Dla mnie grubasy to np. druty 8 mm czy 10 mm. Są to druty,  po które rzadko sięgałam, bo wydawało mi się, że nie mam "żadnych tematów" do wykonania nimi. Może z raz zrobiłam sobie włóczkę na bardzo grubą strukturę, składała się z 5 nitek i zrobiłam z tej włóczki komin mężowi i czapkę do kompletu. Potem te druty znowu nudziły się w etui.
Dzisiejszy post, będzie o przerabianiu cienkiej nitki na grubych drutach. Będzie to efekt lekkiej ażurowej dzianiny. Do czego nam taka lekka dzianina, w dodatku mega dziurawa się przyda?
Mam już kilka pomysłów na taką dzianinę, ale dzisiaj zajmiemy się dzianiną w chustach. To właśnie chusty warto robić na grubaskach, a więc drutach 8 mm i większych  10 mm.


Wesoła kolorystyka drutów zimą bardzo się przydaje


Jak widzicie są bardzo porządnie wykonane


Akryle

W recenzjach drutów nie raz już pisałam o swoich odczuciach na temat różnych drutów. Polecałam takie jakie sama używam. Pisałam dlaczego warto nauczyć się na takich akurat drutach robić. Dzisiaj będzie o akrylach, bo te potraktowałam po macoszemu i warto to nadrobić.  Akrylowe druty KP czyli Knit Pro .  Są to fajne druty zwłaszcza w grubszych rozmiarach. Mam cieńsze i owszem komfort robienia nimi jest duży, ale trzeba trochę na nie uważać np. żeby nie usiąść na nich (to z cieńszymi drewnianymi drutami jest zupełnie podobnie).
Natomiast druty od rozmiaru powiedzmy 5mm są już całkowicie masywne i fajne. Komu je polecam zwłaszcza? Tym osobom, którym metale za bardzo się świecą i za bardzo ślizgają. Tym osobom, które do drewnianych drutów, także nie mogą się przekonać. I tym osobom, które lubią robić chusty.
Moim skromnym zdaniem akryle KP do chust są idealne.

Do zestawu warto dokupić dłuższą żyłkę 

 Mnie wystarczy długość 100 cm

 W komplecie z żyłką zatyczki i kluczyk



Akryle skręcane- przemyślenia

Dlaczego do chust są idealne akrylowe grubasy skręcane? Dlatego, że do lekkiej dzianiny one są najlepsze. Nitka suwa się po nich w dobrym tempie. Nie za szybkim i nie za wolnym. Wygodne są do obsługi, bo wpisują się jako jeden rodzaj drutów KP (Knit Pro), w druty skręcane. Więc te same żyłki, nam pasują zarówno  od metalowych drutów albo drewnianych. Te same łączniki, te same zaślepki. Możemy więc kupić sobie same druty, które są kompatybilne z osprzętem już posiadanym. U mnie jest konkretnie ta żyłka czerwona 100 cm KP KLIK
Coś co mocno zachęca to cena tych drutów.
Zobaczcie proszę same co mam na myśli

metale w tym rozmiarze 10mm KP metale to 28,80 zł
a drewniane w tym rozmiarze Symfonie Wood KP 10 mm 37.70 zł.
Tak więc jeśli rozmawiamy o cenie to akryle najbardziej zachęcają także ceną. 
Jeśli do tego weźmiemy, że w grubszych rozmiarach są trwałe, pomimo tego że plastikowe, to robi się naprawdę fajny stosunek ceny do jakości. Dobra cena i dobra jakość za tym idąca.
Robiłam  2 lata temu podsumowanie po 7 latach pracy na drutach KP dla chętnych  LINK TUTAJ tam zawarłam wszelkie info, które może zainteresować wytrwałe dziergaczki. Jakie straty w materiałach miałam.  Jakie  posty o drutach popełniłam. Odsyłam zainteresowane tym tematem osoby.

Chusty

Ostatnio na blogu pokazuję jak dziergać chusty. Są to posty od 0, a więc podstawowe dla osób uczących się robić na drutach. Kto kompletuje sobie druty serdecznie polecam: kupcie sobie jedne grube druty do dziergania chust. Jedne grube akrylowe druty KP. Po pierwsze nie bójcie się grubasów. Po drugie, naprawdę szybko będzie Wam się na nich robić, po trzecie uzyskacie efekt lekkości, co przy chuście jest dość ważne. Można dzięki temu zrobić większą dzianinę, lepiej się nią opatuchać i ciekawy efekt uzyskać.
Wszystkie chusty ostatnio przeze mnie pokazywane na blogu wykonane były na akrylowych grubaskach. Zachęcam Was do pracy na nich. Naprawdę dobry komfort pracy, dobra cena, szybko przyrasta dzianina, co dla początkującej osoby jest ważne, aby szybko był widoczny efekt pracy.


Czerwona żyłka i pomarańczowe drutki
Mocno się lubimy 


A Wy?

Co sądzicie o grubaskach akrylowych KP? Prawda, że bardzo energetyczne i ładne? Macie je w swoich zestawach drutów? Lubicie je? Czy raczej omijałyście je do tej pory, nie bardzo wiedząc co o nich myśleć?
Serdecznie Was pozdrawiam!



Na drutach już moja chusta kolejna
Body 8 mm
Ażur 10 mm
Niedługo do zobaczenia na blogu 
Wzorek własny


Akryle 8 mm ( te przezroczyste)
Akryle 10 mm (pomarańczowe)


Oba drutki razem 8 i 10 mm akryle KP
Oba zestawy drutów idealne do chust



czwartek, 8 grudnia 2016

Moje 7 lat z Knit Pro. Podsumowanie.

Dzisiejszy post jest nietypowy

Im mniej piszę na blogu tym paradoksalnie więcej mam pomysłów na posty. Postanowiłam zrobić coś co dawno mi chodziło po głowie.
4  posty robótkowe będą musiały zaczekać w kolejce do publikacji.
Pokazywałam kiedyś na blogu moje ogromne etui na druty, pokazywałam z jakich drutów korzystam, a dzisiejszy post to podsumowanie moich 7 lat pracy z drutami Knit Pro czyli w skrócie KP.Wszystkie druty zakupiłam w pasmanterii internetowej Biferno.
Wszystkie druty są wymienne co oznacza, że pasują do nich różnej długości żyłki.

Pokochałam

KP pokochałam od pierwszego wejrzenia i stała w tej miłości jestem nadal. To moje ulubione i jedyne druty.
Nie pracuję zwyczajnie na innych, bo nie lubię. Mam druty:
- drewniane
- metalowe
-i akrylowe.
Także posiadam jeden komplet skarpetkowych  drewnianych drutów. 
Przez te kilka lat pracy z KP wypowiadałam się o nich wielokrotnie na tym blogu i na forum, na którym bywam ostatnio rzadko.

Napisałam przez kilka lat prowadzenia tego bloga  takie  posty na temat KP

- DRUTY JAKIE WYBRAĆ I DLACZEGO TAKIE
- SZLACHETNE DRUTY
- DRUTY PROSTE A DRUTY NA ŻYŁCE
-DRUTY KNIT PRO BASIX JAKIE SĄ? 
-DRUTY DREWNIANE KP BASIX  BIRCH 
Jeden post pokazywał jakie mieszkanko mają moje skręcane druty i akcesoria (klik).

Posty te lubicie i często są wyświetlane w top 10 co widać po prawej stronie bloga, wiele rzeczy z tych postów nadal jest aktualnych pomimo czasu jaki upłynął.

Dzisiaj 

W dzisiejszym poście zrobię coś co uważam, że na 7 lat warto zrobić. Pokażę Wam straty na drutach w 7 letniej pracy z nimi.Co to oznacza?
Opowiem Wam ile drutów mi się złamało i dlaczego. Jakie żyłki mi odpadły i dlaczego. "Ogrom zniszczenia" Wam zaprezentuję i podsumowanie na temat jakości tych drutów zrobię.
Dlaczego? Dlaczego warto to zrobić?
Kupując nieraz droższe druty zastanawiamy się czy nie lepiej iść w opcję tańszego sprzętu i częściej go wymienić. Odpowiem Wam pokazując naocznie "straty" na pytanie jak wygląda amortyzacja tych drutów w cyklu ciągłej pracy na nich przez 7 lat.
Całej ilości prac nie obejmuje ten blog, bo bloga prowadzę od 2011/2012 roku. Na drutach pracuję od 2009 roku. Wcześniejsze prace pokazywałam na forum maranciaki, kiedyś także w ogólnie dostępnych linkach do swoich zdjęciach i prac na picassie, ale po niemiłym incydencie musiałam schować album. Pozwolicie, że tematu w szczegółach wałkować nie będę, ale do rzeczy

Straty w drutach

Przez 7 lat ciągłej pracy na tych drutach wymieniłam i uzupełniłam zakupując ponownie
-połamałam dwa komplety drutów 3 mm (czyli 4 sztuki, przy czym trzeci komplet teraz sobie zakupiłam)
(jeden drut złamała mi córka wskakując nogami na kanapę z robótką, drugi, trzeci i czwarty połamały się ze spracowania materiału. Miło się na nich dzierga, ale duże gabaryty zużywają te najcieńsze skręcane druty-a dziergałam sukienki i tuniki w rozmiarze na siebie, więc obciążałam konkretnie  i druty i żyłki).
- jeden komplet drutów akrylowych  rozmiar 3mm (przypadkowo usiadłam na robótce, a akryl nie jest gibki
-jeden komplet drutów drewnianych cubics w namniejszym dostępnym rozmiarze, także pękł mi przy łączeniu druta z obsadką, a więc w najcieńszym miejscu.
-jeden drewniany drut z kompletu skarpetkowego 
Z drutów to będzie wszystko. Grubsze rozmiary trzymały mi się świetnie i trzymają nadal.
Jak widzicie głównie straty są w drewnianych drutach, bo na nich ciągle pracowałam. Akrylowe połamałam w sumie przypadkiem.Metale mam prawie nowe i mało używane, bo pokochałam drewniane i na metalach zwyczajnie mało dziergałam. Akrylowe druty ciekawe są od rozmiaru 4 mm, bo grubsze rozmiary są pewniejsze przy pracy, lubię na nich robić jak mam wyjątkowo cienką włóczkę patrz na chusty.

Na zdjęciu od góry połamany drut drewniany 3 mm
pośrodku akryl sklejony i pracuje nadal
najniżej drewniany cubic


 Tutaj komplet 6 drutów skarpetkowych. 
Dużo na nich dziergałam jeden drut to także sklejony "inwalida"
Na szczęście ilość 5 sztuk w zupełności wystarcza do dziania skarpet.



Straty w żyłkach

Jedna żyłka na tyle różnych żyłek, przyszła od początku jakby trefna. Mocowanie plastiku i metalu było tak zrobione, jakby plastik nie był w procesie produkcji dociśnięty do metalu. Moim zdaniem brak taki powinien być wychwycony w fabryce, bo wiadomym jest, że tak wykonana żyłka haczy i wkurza. Nie wyrzucam jej (bo ta oczywiście rozpaść się nie chciała),  bo czasem potrzebuje na czymś rękaw w robótce zostawić, więc mam ją, ale irytator mi włącza przy pracy.
Pozostałe  2 żyłki z obrazków wypadły z mocowań. Dlaczego? Robiłam ciężkie rzeczy i w komplecie z drutami czasem ciągnęłam czasem wieszałam na nich. Naprawdę je spracowałam solidnie zanim odmówiły posłuszeństwa.

Fotki

 Nie zbierałam tych "kalek" celowo, ale jakoś same mi się pozbierały. A to zostawiłam połamaną żyłkę, żeby mierzyć sukienkę czy bluzkę podczas robienia przedłużając obwód.... tak się ostały kaleki. Ponieważ mam zamiar zrobić porządek w nich, zanim zasilą puszkę z plastikiem postanowiłam pokazać Wam co i jak.

 Oto trefna żyłka
Służy tylko do przekładania oczek



Podsumowanie

7 lat z KP uważam za bardzo  udane. Rozumiem, że wykonując bardzo dużo prac na drutach jakieś straty się generuje. Komplety różnych drutów KP spełniły swoją rolę i pokładane w nich nadzieje, nadal pracują i chętnie wyskakują z etui do nowych zadań. Straty jak widzicie nie są duże ani powalające. Jestem z drutów bardzo zadowolona i z radością uzupełniam na bieżąco swój mini warsztat "ręcznej dziewiarki".
Posta adresuję do tych osób, które wahają się czy kupić najtańsze druty, czy kompletować sobie powolutku zestaw np KP. Moja rada jest kompletować, na pewno będziecie zadowolone tak jak ja.

A Wy?

Zaglądacie na swoje blogi robiąc ostatnie wpisy przedświąteczne?
Czy rozglądacie się nerwowo po domu tak jak ja,  co można zrobić pod kątem Świąt już teraz w domu???
Serdecznie Was pozdrawiam!






poniedziałek, 5 grudnia 2016

Druty drewniane KP Basix Birch

Zakupiłam

Zakupiłam drewniane Basix Birch w rozmiarze 3 mm i jestem naprawdę zaskoczona tymi drutami.
To, że lubię drewniane druty to wiecie nie od dzisiaj, pisałam o tym kilka razy. Spracował mi się ostatnio komplet drutów drewnianych KP 3 mm a tyrałam nimi konkretnie i permanentnie obciążając je długo i skuteczni wielką dzianiną.
Chciałam kupić nowe dokładnie takie same jak miałam druty i zdziwiłam się, bo Symfonie Wood nie były dostępne w 3 mm wielkości. Popatrzyłam więc w ofertę i zakupiłam inne drewniaki w jasnym kolorze.
Poza tym, że są jasne, to są wykonane tego samego materiału (drewno brzozowe) tylko te jasne są bez laminowania a te kolorowe z laminowaniem. W  użytkowaniu nie widzę specjalnie różnicy, między tymi a Symfonie Wood. Jak tylko doszły do mnie od razu zaczęłam na nich dziergać (też tak macie?).
Basix Birch ma złote okucia Symfonie Wood miało srebrne, ale to jest nieistotny detal.
Materiał z jakiego były wykonane druty jest taki sam. Jedne są kolorowe dzięki laminowaniu, drugie kolor mają naturalny.
Basix Birch ma numer drutów wyryty i nie wytrze się on  tak jak wytarła mi się numeracja wielkości drutów z akryli.

Ogólne

Ogólne odczucie jest bardzo pozytywne zważając także na cenę tych drutów, ponad połowę tańsze niż Symfonie Wood.  Jak wygląda cenowo cała oferta tutaj ( klik ) sobie popatrzcie. Poza grubymi drutami reszta wygląda bardzo zachęcająco, smutne jest tylko to, że nie wszystkie te druty można zakupić od ręki.

No a teraz 

A teraz zastanawiam się, czy sobie jeszcze jakichś drutów z tej serii nie dokupić? To są druty które najczęściej wybieram, więc może jeszcze wziąć 3,25 albo 4 mm? Święta blisko i może to jest dobry czas, żeby samą siebie rozpieścić odrobinę??? No, a ile pożytecznych rzeczy może jeszcze na tych drutach powstać, prawda?
No i jak będą dostępne druty grubsze, to też może się złakomię, bo grubasków powyżej 7 mm nie mam prawie żadnych.

A Wy?

Czy tak jak ja lubicie drewniane druty? Wypróbowałyście już te? Czy macie jakieś inne swoje ulubione druty? Piszcie!
Serdecznie Was pozdrawiam!

Kawa i aktualna robótka
 to zestawienie lubimy bardzo, prawda?


To są moje "czarne konie", 
czyli druty o wielkości 3 mm,
 na których bardzo często dziergam i mocno je obciążam.
Nie mają ze mną łatwego życia.



wtorek, 1 grudnia 2015

Na "zakładkę"-kulisy rękodzieła

Jak się coś ukochało... 
Jak się coś ukochało, to można o tym dużo rozmawiać. Ten blog, który prowadzę już kilka lat to taka ukochana rzecz, jedna z kilku umiłowanych, ale za to taka, którą mogę i chcę się z Wami podzielić. Człowiek jest istotą skomplikowaną, a już kobieta zwłaszcza. Zawsze za czymś tęskni i musi się o kogoś troszczyć, to tak bardzo charakterystyczne dla nas- kobiet. Ten blog to moje troszczenie się o najbliższych pokazane jako wersja rękodzielnicza, to dla nich przeważnie tworzę swoje prace.To dla nich szyję piżamy, robię swetry itd.
Wracając jednak do tematu umiłowanych rzeczy. Jeśli się takie posiada, chce się o nich rozmawiać z ludźmi, którzy umiłowali to co my. Człowiek ciągle jest głodny tego co kocha, zawsze mu mało.
Na tym blogu pokazuję co robię, co mnie interesuje i czym chciałabym się podzielić z Wami. Uczę na tym blogu po kawałku rękodzieła, chwalę książki o nim albo dając im swoją rekomendację albo też nie. Pokazuję książki, które aktualnie czytam niekoniecznie związane z rękodziełem, piszę swoje przemyślenia na temat rękodzieła, bo to blog o rękodziele przecież.

Efekt domina

Rękodzielniczki w mojej ocenie funkcjonują trochę jak "efekt domina". Jedna strona jeden blog, a potrafi pójść taką falą w rękodziele, że potem skutkuje to  mnóstwem podobnych inspiracji.
Pamiętam jak kiedyś na forum robótkowym była fala chust. Nic się nie robiło tylko chusty. Różne na drutach na szydełku, istny amok. Jakby odkryło się ten gadżet garderoby od nowa i nacieszyć się nim nie można było.
Potem był efekt mitenek albo rękawiczek. Wszystkie się napalałyśmy na mitenki. Potem skarpetki. A jak weszły te bajerne włóczki skarpetkowe to już na maksa jesienią pełno było skarpetek na blogach.

Każda

Każda dziewiarka ma swoje ulubione metody pracy. Jedne robią jedną rzecz, aż skończą. Inne mają ponapoczynane wiele robótek, większość nich kończą. Niektóre zaś prace kończą jako UFO-ki.
Zastanawiałam się kiedyś nad tym jaka ja jestem w swoich robótkach.
Czy jestem uporządkowana, czy chaotyczna. Czy mam mnóstwo pomysłów czy raczej kilka. Słowem jakie są moje kulisy rękodzieła. Zadawałyście sobie kiedyś to pytanie?


Cała ja

Cała ja w rękodziele to jeden wielki spontan pomysłów. Ciągle jakieś mnie męczą. Nie dają żyć, "śnią się po nocach" i męczą, że są fajne i że są proste, nic tylko robić. Czasem sobie zapisuję te pomysły, by do nich wrócić.
Mam taki zeszyt misz-maszowy, gdzie są np. notatki z rekolekcji, na zmianę z pomysłami i  planem zajęć córki, są też zapiski szkice moich różnych refleksji i są szkice wpisów blogowych tych z serii "moim okiem".
Słowem jak się nudzisz poczytaj mój zeszyt. Zajmie Cię to pewne ;-)))

Na zakładkę 

Moją ulubioną metodą pracy jest metoda nazwana przeze mnie "na zakładkę". Jedna praca jest w 3/4 fazie wykonania i jednocześnie inna praca jest zaczynana przeze mnie. Lubię wskoczyć w robótkę jak w ciepłe bambosze. Lubię sobie odstresować się nią. Policzyć oczka i nie liczyć kasy. W ogóle się nią nie martwić jakby nie istniała. Istnieją oczka na robótce i dajmy na to ta skarpetka. Trzeba się nad nią pomęczyć i zastanowić czy już robić pietę czy za chwilę.
Kasa. Myślę, że sporo Polaków się aktualnie głowi. Co kupić żeby było dużo i tanio, co zapłacić najpierw co później. Co jest priorytetem finansowym,  a co poczeka jeszcze moment. Słowem ...życie.
Pisałam Wam kiedyś, że nie lubię kończyć pracy i zaczynać kolejnej. Znacznie nowej rzeczy jest dla mnie irytujące. Tym bardziej że w większość moich prac to nie gotowe przepisy dziewiarskie a moje własne i autorskie.
Lubię nie "kończyć" robótki. Lubię przechodzić falą z jednej w drugą. Pracować właśnie w tym sensie  na "zakładkę". Jedna praca skończona inna się właśnie rozkręca. Lubię fazę rozkręcania się pracy. Nie lubię zaczynania.

Tym postem ...

Chciałam wyciągnąć Was na kolejną dyskusję, tym razem nad Waszymi ulubionymi metodami pracy. Czy macie w ogóle  takie?
W jakiej fazie robótki lubicie najbardziej być? Czy wtedy, gdy zaczynacie? A może wtedy, gdy szukacie inspiracji na nowy projekt? Czy może wtedy, kiedy wybieracie nową włóczkę na nowe dzierganie? Czy może wtedy, kiedy widać już pierwsze efekty waszej pracy w dzianinie? A może wtedy, kiedy skończycie pracę i nosicie ją  wzbudzając zachwyt wśród koleżanek w pracy, nowym oryginalnym i jedynym ciuszkiem?
A może wtedy kiedy na ulicy jakaś inna dziewiarka idzie za wami i gapi się na Wasz szalik/sweter/czapkę albo torebkę? A może wtedy kiedy inne dziewiarki, czyli osoby mające podobne fascynacje piszą pod postem , "ta praca jest piękna!" naprawdę mi się podoba. ;-)

Napiszcie o swojej ulubionej fazie pracy w rękodziele. Kiedy ona występuje? Kiedy daje Wam przyjemność?

A Wy?

Myślałyście kiedyś o tym, o czym ja sobie  ostatnio nad robótką rozmyślałam?
Serdecznie Was pozdrawiam!

A na zdjęciu oczywiście "zakładka"
w przenośni oczywiście,
wykonana przez mnie kilka lat temu




wtorek, 17 listopada 2015

Komentarze na blogach, post z serii moim okiem.

Blogerki

Blogerki prowadząc bloga o każdej tematyce lubią, jak ich wpisy spotykają się z pozytywnym odzewem. Lubią jak pokazywana praca się podoba. Lubią jak mają dużą ilość wejść na stronę, ale najbardziej chyba lubią czytać komentarze do ich działalności czy prac.



Pozytywne

Komentarze można podzielić na pozytywne i negatywne, bo zakładam że neutralne rzadko będą się trafiać pod wpisami blogowymi. Jeśli nie wzbudziliśmy żadnych emocji nikomu nie będzie chciało się pisać komentarza.
Jeśli komentarz jest pozytywny- buduje, zachęca i wspiera nas w kreatywnym działaniu. Dodaje skrzydeł do tworzenia kolejnych prac z danej techniki. Inspiruje do pogłębiania pasji, albo zwyczajnie daje "powera" i budzi uśmiech na twarzy. Daje radość taką zwyczajną i ludzką.

Negatywny

Zdarzają się także komentarze negatywne. Te zazwyczaj są anonimowe. Osoby które wylewają negatywne komentarze tzw hejty, zazwyczaj chcą być anonimowe. Nie podpiszą się jako osoba identyfikowalna w sieci np.blogiem. Wybierają z rozmysłem opcję anonimowego komentarza. Nie chcą  wchodzić w żadną polemikę, chcą zwyczajnie wylać przysłowiowe "wiadro pomyj" komuś na głowę i cieszyć się z tego jak z psikusa. Są blogi, które zwyczajnie nie pozwalają na zostawienie anonimowego komentarza. W mojej ocenie te blogi z założenia są bezpieczniejsze przed "niechcianą" treścią. I nie widzę nic złego w zablokowaniu opcji anonimowego komentarza.

Moderowanie komentarzy

Opcja ta pozwala nam czytać każdy pozostawiony komentarz w panelu bloga, w pozycji komentarze,  jaki ktokolwiek nam wyśle, potem zaś decydować czy go publikujemy na blogu czy wykasujemy. Jeśli ma treści obraźliwe, albo będące spamem w mojej ocenie nie musimy czuć się winne jeżeli moderując swojego bloga, wyrzucimy je do przysłowiowego kosza. To nasze miejsce i nasz kawałek blogera i my decydujemy co z nim robimy.
Nie chcemy reklam, nie chcemy spamu, nie chcemy "pomyj" do kosza je!

Blogi z dużą ilością komentarzy

Blogi dzielą się na co najmniej kilka rodzajów, ale zajmę się dwoma. Są blogi bardzo popularne, które mają bardzo dużo czytelniczek i są blogi, które rozwijają się w tym kierunku, póki co  mając małe grono czytelniczek.
Te pierwsze to swego rodzaju polemika autorki z czytelniczkami. Te drugie? Rozwijają się i autorki muszą jeszcze mocno się napocić, aby swoje blogowe miejsce zrobić atrakcyjnym dla podczytujących je osób.


A Wy?

Na jakich blogach lubicie pozostawiać po sobie ślad? Jakie blogi najchętniej czytacie? Co najbardziej lubicie w tych blogach? Ile z siebie dajecie wtedy w komentarzach? Czy piszecie "praca jest ok"? Czy wkładacie w komentarz serce i uśmiech? Zapraszam Was ponownie do dyskusji . Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach po kilku latach prowadzenia bloga w kwestii komentarzy, czy zawsze miłe je macie, czy zdarzają się także przykre wpisy?
Oczywiście prywatne zdania tylko biorę pod uwagę ;-)
Serdecznie Was pozdrawiam!

niedziela, 15 listopada 2015

Prywata na blogu, post z serii moim okiem

Prywatnie na blogu 

Śledzimy różne blogi rękodzielnicze i prace naszych koleżanek blogerek. Na niektórych blogach tylko wzdychamy i sapiemy z podziwu, że my tak nie umiemy, a chciałybyśmy przecież umieć.
Na innych blogach kibicujemy koleżankom, które rozwijają swoje pasje i stawiają w nich pierwsze podstawowe kroki. Chwalimy je i cieszymy się wraz z nimi z ich pierwszych nie zawsze doskonałych prac.
Lubię osobiście blogi dziewiarek drutujących, zdaje się, że właśnie tych mam najwięcej w obserwowanych stronach.
W stronach, które obserwuję są także blogi prac na szydełku. Ponieważ szyję na maszynie, są blogi dziewczyn, które na maszynie potrafią uszyć dosłownie wszystko i często ich wpisy są dla mnie mega inspirujące jak napiszą, że to ich pierwsza maszyna i pierwsze prace.
Są blogi także dziewczyn, które bawią się w deku dużo lepiej niż ja. Są blogi które z rękodziełem niewiele mają wspólnego, a  autorka bloga pisze zwyczajnie  o swoim życiu. I tam lubię zaglądać i kibicować takim ludziom, czy to w pierwszej pracy czy w pierwszej zabawie rękodzielniczej z dzieckiem.



Podobno

Podobno pisanie wpisów na blogu prywatnych jest mocno nieprofesjonalne. Nie wiem, gdzie i kiedy z tą opinią się spotkałam, a że spotkałam się nie jeden raz postanowiłam o niej napisać. Nie wiem czemu ona pokutuje, ale nigdy nie zapomnę jak opisałam swój feralny dzień w tym miejscu i z jakim odzewem się spotkałam, ze strony moich czytelniczek.
Wpis skasowałam za kilka dni, ale wiem, że jeżeli tego bym nie zrobiła byłby w top 10 po prawej stronie bloga nadal. Nie to było moim celem, nie chciałam zrobić z tego postu transparentu, żeby nim machać stale.
Powiem, tylko w tym temacie swoje prywatne zdanie, bo cały ten blog to moja jedna i wielka prywata.
Jeżeli blog jest blogiem firmowym prowadzonym przy sklepie, to owszem, może to nieprofesjonalne pisać na nim i swoich prywatnych sprawach. Może, ale to zależy od czytelniczek. Od odbiorców tego konkretnego bloga, jeżeli czytelniczki lubią zobaczyć dziecko albo męża pań, prowadzące swój sklep internetowy z włóczkami, to kto nam zabroni prywaty na tych blogach?
I druga sprawa, blogi prowadzą ludzie nie roboty. Ludzie którzy mają swoje lepsze i gorsze dni. Więc jeżeli mają gorsze i proszą nas w pewnym sensie o wsparcie, to czemu mamy my ich czytelniczki tego nie dać?
Czemu mamy mamom nie pochwalić pociech we włóczkowych wyrobach, jeżeli wyglądają ślicznie?
Czemu mamy nie napisać nie martw się i ja taki dzień krytyczny miałam?
Blogi to jedna wielka prywata i jeżeli ludzie tam zaglądają to wyłącznie z ciekawości innych ludzi.
Ich zainteresowań, pasji czy ich pracy.

Nie lubię

Nie lubię takich blogów, które chcąc obserwować muszę zapisywać w jakichś zakładkach, bo nie ma opcji obserwuj. Jest tylko opcja kręgi google. Zawsze się wtedy zastanawiam, czy autorka bloga celowo tej opcji nie ma czy przypadkiem? Opcja ta pozwala w bloggerze obserwować swoje ulubione blogi na bieżąco w zakładce blogi użytkownika.
Ja z kręgów google mało korzystam, może dlatego tak na to patrze,może Wy macie inne zdanie na ten temat.

A Wy?
Co sądzicie o prywacie na blogach? Czy macie na ten temat takie przemyślenia jak ja? A może wręcz przeciwnie uważacie, że blog drutowy powinien mieć wpisy tylko i wyłącznie pokazujące prace na drutach?
Jestem bardzo ciekawa Waszego odczucia w tym temacie.
Tylko jedna serdeczna prośba do Was! Piszcie prywatnie ile wlezie! Na to tylko liczę! ;-)
Serdecznie Was pozdrawiam!

Ps
Jeśli chcecie poczęstować się banerkiem na swój blog i oznaczyć go jako "teren prywatny" serdecznie zapraszam!


wtorek, 10 marca 2015

Kolorystyka włóczki a gotowa dzianina- różne przemyślenia.

Wstęp
Dzisiaj będzie sporo tekstu, mało zaś zdjęć ;-) Robię teraz dla koleżanki blogowej bluzeczkę na drutach 3mm. Miała być taka, aby pod nią można było założyć małą bluzeczkę topik albo podkoszulkę, tym sposobem wiedziałam od razu, że odpadły duże ażury we wzorze. Miała być nie za bardzo przybajerzona odpadały udziwnienia typu  asymetryczny dół. Miała  być prosta w formie. Podesłała mi Erendis kilka inspiracji dzianinowych, których rozwiązania jej się spodobały. Ja  także podesłałam jej kilka inspiracji, które mi się podobały dla niej. Ponieważ podobały nam się w sumie dość podobne rzeczy, w końcu dostałam tzw zielone światło i zupełnie wolną rękę.
-Rób co chcesz, byle by Cie nie męczyło.

Robię

Robię więc co chce, wcale się nie męcząc. Robi mi się miło. Robi mi się autorsko. Robi mi się tak komfortowo jak już dano nie robiło. Nawet mi te cienkie dość druty nie przeszkadzają, a praca przyrasta pomimo tego, że z doskoku robię także szalik.

Prawidłowości, czyli  kolor włóczki  a wzór dzianiny

Czy zauważyłyście już pewne prawidłowości w kolorystyce włóczki i wzorze  dzianiny?Ja zauważyłam już dość dawno, tylko nie dotarło to do mnie z taką jasnością jak podczas pracy nad tą dzianiną, że są takie kolory:
- kremowy/śmietankowy
-ecri
-jasno beżowy
- odcienie białego
-niektóre nijakie odcienie szarego
- czy też inne subtelne i nijakie kolory,
które same w sobie "czytaj" w motku, wcale nie jawią nam się jako specjalnie wspaniałe, czy też porywające do zakupu, ale w zestawieniu ze skończonym wzorem dzianiny, czyli całej pracy dziewiarskiej, w połączeniu z jej formą i strukturą dają niesamowite efekty.
Coś co jest skromne np bardzo subtelna i delikatna  w kolorze włóczka w motku, daje nieraz lepsze rezultaty w gotowej dzianinie niż "przybajerzony" kolor włóczki w motku w zestawieniu ze wzorem w gotowym wyrobie.
Reasumując - wszystkie proste kolorystycznie, nieraz powiedziałabym mało efektowne włóczki, mogą dać niesamowity efekt w gotowej formie. Lepiej widać wtedy wszelkie wymyślne wzory czy ażury.
I odwrotnie- nieraz włoczka w motkach tak cudowna, ze woła i kusi "kup mnie" może w dzianinowym wzorze, zupełnie stracić, bo bodźców będzie tak dużo, że wprowadzają ogólny chaos i niepotrzebnie rozpraszają, zamiast konkretnie skupiać  nawet na jednym, ale za to dużym atucie gotowej dzianiny.
Włóczki jednokolorowe są bardziej  wyraźne w dzianinie ażurowej. I odwrotnie włóczki cieniowane lepiej się prezentują we wzorach prostych. Wszelkie pasiaki rewelacyjnie pokazują piękno włóczek cieniowanych.

Teraz

Teraz właśnie pracuję z taką włóczką. Prosta,delikatna, subtelna sadze, że da klasyczny twór dzianinowy.
Lekki, subtelny i prosty.
A jak już Wam pomarudziłam, to pokażę kawałek dzianiny. A w zasadzie sam kawałek wzoru, listki i gałązka. Oczywiście jest to tylko zajawka i malutki fragmencik całości. Zdradzę także detal, że cała bluzka jest skromniutka.



Zdjęcia 

Niewątpliwie dużym atutem bloga, nawet dziewiarskiego są fantastyczne zdjęcia. I odwrotnie mając nieraz super prace, pokazujemy je w mało atrakcyjny sposób. Ja na swoim blogu, często zawalam zdjęcia swoich dzianin zwłaszcza te kiedy prezentuję prace na sobie, bo zwyczajnie nie mam dobrego fotografa, który by pokazał piękno dzianiny, zrobił dobry kadr itp. Sama nie mogę być za obiektywem aparatu i przed nim jednocześnie ;-)
Nie ukrywam, że Erendis robi piękne zdjęcia, możecie je zobaczyć na jej blogu,  liczę że moja dzianina wreszcie zostanie zaprezentowana, w godny dla niej sposób. Tak więc dzisiaj- tylko mała zajawka, a cała praca za troszkę, by dotarła do Erendis i została pięknie obfotografowana.

A Wy?

Nad jakim mankamentem swojego bloga chciałybyście jeszcze zdecydowanie popracować?
Jakie macie na to pomysły?
Serdecznie Was pozdrawiam!

piątek, 20 lutego 2015

Eeeeee, czy to warto?

Dawno, dawno temu...

Dawno temu jak dawno możecie podejrzeć tutaj wykonałam męskie skarpety. Mąż nosi je już ze dwa lata z okładem i postanowiłam napisać o nich kilka słów ponownie. Nie dlatego, że są jakieś specjalne, ale dlatego, że uważam , że zwyczajnie warto wiedzieć jak skarpetkowy twór się sprawuje w praktyce, czyli w tzw. częstej eksploatacji.

Eeeee, czy to warto? 

Robiąc te skarpetki zostałam zagadnięta przez tatę:
- Eeee, a czy to warto tak się narabiać? Przecież można kupić takie podkolanówki za nieduże pieniądze.
Z perspektywy dwuletniego z hakiem użytkowania napisze na forum publicznym, że:
-Warto!
Po pierwsze takie skarpety są ciepłe. Pomijam fakt zupełnie, że oryginalne.
Mąż jest bardzo z nich zadowolony i chciałby, żebym mu kolejne takie zmajstrowała. Zakłada je chętnie i zawsze jak tylko są czyste. Jak by czyste były codziennie to pewnie nosił by tylko je.
Owszem to jest pracochłonne, mam na myśli tutaj wykonanie takich skarpet, bo są na drutach 3 mm są wydziergane, ale robi się je fajnie i nietrudno. Nie angażują za bardzo głowy,  jak to bywa z pracowitym wzorem, więc można sobie porozmyślać o różnych sprawach. Także z punktu  widzenia eksploatacyjnego uważam, że warto zrobić takie skarpety. Włóczka skarpetkowa jest obliczona na eksploatację w skarpetkach i z praktyki już wiem, że dobrze jest na skarpetki wziąć włóczkę na nie dedykowaną.

Zobaczcie

Tak wyglądają skarpetki, po dwóch latach eksploatacji. Nie były w nigdy podarte na palcach, a tego najbardziej się obawiałam, bo mąż tak wydziera skarpety. Ani razu nie były cerowane, normalnie zero. Nie ma żadnej wypadnietej siatki, jak to bywa z kupnymi skarpetkami bawełnianymi. Słowem nic tylko dziergać kolejne. A żeby nie było, że jestem gołosłowna, zobaczcie same wyżej wymienione skarpetki, po dwóch latach eksploatacji.
Raz użyłam tylko antybublarki do ich przywrócenia do normy.

Jak prać?
Zawsze prałam je ręcznie. Suszyłam zwyczajnie na suszarce, czasem wieszając z wodą. Żadna filozofia naprawdę.

Wnioski
Sądzę, że nie jedne takie skarpety jeszcze mężowi wykonam, żeby tylko tydzień był 10 dniowy, a doba 30 godzinna na te wszystkie plany, jakie człowiek ma w głowie ;-)
I nawet mam włóczkę na kolejne skarpety ;-) Bardzo męską ciemno granatową. Cały puchaty duży motek.

Tym razem zdjęcia na plaskacza


 I kto mi uwierzy że one mają ponad 2 lata?


Że były często noszone?
 
 I prawie nie widać po nich śladów noszenia...


A Wy?
Lubicie dziergać skarpetki rodzince? Teraz to pewnie już nie warto, wiosna za pasem, czas pomyśleć o innych rzeczach do wykonania na drutach. Jakieś bluzeczki wiosenne, a może nawet już letnie. A może sukienki? Ja dzisiaj prułam bluzeczkę bawełnianą córki, bo wyrosła z niej dawno i albo z nowo odzyskanej bawełny powstanie nowa bluzeczka letnia, oczywiście także dla niej, albo top typowo wakacyjny, jeszcze się zastanawiam ;-)
Serdecznie Was pozdrawiam!!!!

piątek, 9 stycznia 2015

Aladino, Lana Gatto- recenzja włóczki

Dziergając pomysł Camel blouse postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami, jakie mnie dopadły nad tą włóczką.

Włóczka

Włóczka na wyrób zimowy powinna mieć w składzie wełnę. Wiem, powiecie:
"- ja wełny nie mogę, bo gryzie, jest niemiła i nie chcę wełny i już".
Te wełny, które wspominam z dzieciństwa, także mnie gryzły i "podjadały" do tego stopnia, że moja mama podszywała mi czapki bawełną, bo moje czoło było usiane czerwonymi punktami...
Dlatego wełnę, często w swojej dzianinie omijałam zupełnie. Dopiero do tego swetra o nazwie Rogaty by me, kiedy to okazało się, że połowa wełny w składzie powoduje, że jest mi ciepło nawet w lekkiej kurtce. Wełna jest miła, delikatna, nie gryzie a na dodatek daje takie ciepło, że wyroby z niej udziergane  zimą dogrzewają, jakby dodatkowo każdego zmarzlucha.

Wełna aladino

Z niej dziergam aktualną bluzeczkę o dokładniej z tej. ale mam jeszcze i ten kolor, więc to nie będzie ostatnie dzierganie z niej. Oferta tej włoczki ma dużo kolorów zadowoli każdego marudę. Jest cieniutka i nie obejdzie się bez drutów 3 mm grubości. W składzie ma 50% wełny i 50% akrylu. Takie zestawienie powoduje, że miło się z niej dzierga i nie ma tego skrzypienia, które pojawia się przy niektórych akrylach, powodując źganie w zębach u dziewiarek.
Włóczka jest milutka tak, że spokojnie mogę miziać się nią po twarzy i nic... żadnego negatywnego efektu. Podobnie podczas dziergania, żadnych uczuleń ani innych sensacji.
Zastanawiam się także,  jak włóczka Aladino  wyglądałaby we wzorach szydełkowych, bowiem jej znaczny metraż ilościowy w 100g powoduje,  że moim zdaniem jest  to także "szydełkowa" włóczka.

Zalety

Jakie jeszcze inne zalety ma  ta włoczka? Swetry wykonane z niej można dość długo nosić i wyglądają bardzo dobrze. Ja po dwóch zimach w swetrach z włóczek tej klasy, dosłownie raz musiałam na biuście i pod pachami, a więc w miejscach większego "tarcia" użyć golarki do swetra i to bardziej z własnego perfekcjonizmu niż z wielkiej konieczności.
Sweter, który już rok mam w szafie i nosze go w sezonie jesienno-zimowym,  jeszcze ani razu nie goliłam golarką do swetrów. Zwyczajnie nie było takiej potrzeby.
Jak widzę, nieraz panie w swetrach, które wyglądają jak jeden wielki nupek, zastanawiam się co one z nim robiły? Czy próbowały filcować ten sweter i coś nie wyszło?
Nie. To kupne swetry i one po prostu tak wyglądają, po użytkowaniu i kliku praniach. Nie były filcowane, po prostu... maja kiepski skład surowcowy. I żeby nie wiem jak były prane... nie zmieni się ich wyglądu.

Dlatego...

Każda rzecz wydziergana przez nas, przewyższać będzie tę z masówki, pod każdym względem. Widok przyglądających się nam innych Pań w nowym udziergu? Bezcenny. Nie potrzebujemy żadnych komplementów koleżanek, gdy widzimy jak jesteśmy oglądane, w nowym innym ciuszku, niż te dostępne w sieciach.

Puszyste 

Zwłaszcza puszyste panie korzystnie wyglądają w rzeczach ręcznie robionych:
-bo są dopasowane do sylwetki i nie wyglądają, jak namiot naciągnięty na maszt i sterczący gdzie nie gdzie do góry,
-bo są inne takie rzeczy, nie trzeba ich obciągać ciągle na brzuszku, bo zwyczajnie za kuse są z oszczędności materiału,
-bo są kolorystycznie inne, niż to co wszędzie w sieciówkach,
-bo są z dobrych gatunkowo materiałów i to po prostu  widać,
-bo mają oryginalne fasony ;-)))
tych "bo" mogę wymieniać jeszcze dużo.

A dzisiaj zajawka mojego Camel blous'a... o taka malutka, żeby nie psuć Wam niespodzianki końcowej ;-)

Dzianina powstała na drutach KP 3 mm
lubię oglądać te równe oczka...
 

 I kolejne, inne spojrzenie.


Boczna linia bluzki, bezszwowa.
Tu schowana jest kieszeń patrząc od przodu.
 

Wykończeniówka
 

Bezszwowa kieszeń, luźno ułożona pokazana od boku.
Na osobie układa się inaczej.



A wy?
W czym ręcznie robionym paradowałyście ostatnio i miałyście frajdę z oglądających Was kobiet?
Serdecznie Was znad robótki pozdrawiam!
Do następnego mojego wpisu! Pa!

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Moje nowe imię- Frustracja

Frustracja
To będzie moje nowe imię, a przynajmniej powinnam je nosić ostatnio. Co najmniej ostatni miesiąc o ile nie dłużej. Pamiętacie jeszcze mój nowy projekt autorski Camel blouse?
Projekt powstał w mojej głowie dość dawno, dobór włóczki był  łatwy dzięki konsultacji z Basią z Biferno.
No i się zaczęło...

Po pierwsze
Pisałam Wam kiedyś, że projekty są różne. Przylatują niektóre lekkie jak motylek, inne ociężałe jak bombowce przed zrzutem. Ten projekt bluzki, był lekki jak motylek, przyleciał i zagościł w mojej głowie nie wiadomo kiedy, żyć nie dawał tak mordował, że chce być zrealizowany. Już, natychmiast, teraz.Wszystko mi się z nim kojarzyło...
Przeglądając rok 2014 zauważyłam, że chociaż powstały całkiem nowe moje projekty dzianinowe, to jednak początek roku odpoczywałam produkując szale, środek roku odpoczywałam ciągnąc kilka projektów przeplatając je także szalami, podobnie jak koniec roku, kiedy miałam obok siebie prace typu "przerywniki" np szydełkowe  kwadraty tzw. "babcine" na koc.

Po drugie
Wracając do motylka, w fazie realizacji projektu, był trudny jak nie wiem co. Niby wszystko proste, ale...
-ale worki do kieszeni od bluzki do poprawki, bo wykonane raz nie  układały się prawidłowo
- ale podkrój na kieszenie trudniejszy w realizacji niż w koncepcji, wymagał kilka razy zatrzymania się i dumania
-ale wykończenie dołu do sprucia, bo to co zrobiłam nie podobało mi się więc i tu poprawka i prucie
-ale wykończenie szyi do sprucia, bo nie do końca zadowolona z niego byłam.
Słowem bombowiec naładowany bombami przed zrzutem przebrał się za motylka i mnie omamił. Skusił.
Zwabił. A potem wykańczał na raty i miał z tego radochę.

Po trzecie
Z różnymi projektami dzianinowymi różnie bywa. Niektóre naprawdę cieszą podczas przelewania myśli w czyn. Ten choć prosty we wzorze ogromnie, po prostu ma kilka poziomów trudności w wykonaniu go tak, jak został zaplanowany.
Dlatego Frustracja to moje nowe imię.
Różne osoby mają różne podejście do trudności w pracach dzianinowych. Jedne poddają się szybko,  prując swoje prace, mając ich po prostu serdecznie dość. Inne poprawiają projekt, po raz enty, aż do uzyskania efektu, który zadowoli je. Ja należę do tych drugich a nawet trzecich, generalnie przeciwności nie zrażają mnie od razu. Mogę mieć na imię Frustracja, ale nie pozwolę, aby żadna produkcja własna,  mnie przerosła i zdeptała.
I proszę bardzo.. niech sobie zagrywa, niech mnie wkurza, niech ze mnie drwi, niech frustruje i irytuje.
I tak ją pokonam, wydziergam i będę nosić i Wam pokazywać z radością, że żadne głupie "sticze" mnie nie pokonały.

Po czwarte
Imię Frustracja jednak do mnie na stałe nie przylgnie, bo Camel blouse jest w fazie finalnej. Do zrobienia został mi już tylko jeden rękaw. Nawet już dość spokojna jestem. Jeszcze tylko doleci do mnie ostatni moteczek włóczki i moja krwawiaca będzie gotowa ;-)))

A Was?
Co ostatnio wkurzyło? Wnerwiło na maksa i sfrustrowało tak, że chciałyście spruć, podeptać, podpalić i poskakać na tym?
Serdecznie Was pozdrawiam
Wasza Frustracja  ;-)

sobota, 15 listopada 2014

Czapka -element garderoby kobiecej

Czapki

Czapki jakie wykonałam znajdziecie w tej zakładce. Wyzwanie w jakim biorę udział sprzyja przemyśleniom czapkowym. Jeszcze 11 czapek przede mną do zrobienia, bo podjęłam to wyzwanie i jak zobaczycie zerkając w linka nie tylko ja, bo ponad 30 uczestniczek mnożąc to przez 12 miesięcy mamy około 360 czapek. Jak by się ktoś uparł je wszystkie wykonać, każdego dnia w roku możemy chodzić w innej czapce ;-))))

Po co czapka?

Kiedy byłam podlotkiem, nie było ładnych czapek w sprzedaży, w ogóle mało co było.Młodzież niechętnie więc w czapkach chodziła, wolała prezentować się z gołą głową. Mam wrażenie, że aktualnie czapki są modne, pomijając fakt, że zimą czy jesienią zwyczajnie potrzebne. Czapka jest takim elementem garderoby, że sporo wnosi nawet do tego samego zestawu ubrań.

Kiedy czapka zdobi?

Moim zdaniem zawsze. Byle była dobrze dobrana do nas i byle dobrze w niej byśmy się czuły.
Wymieniając same dodatki np czapkę z szalem mamy od razy wizualnie inny zestaw ubraniowy, nawet pozostawiając inne części garderoby te same. Zwłaszcza zimą osobiście wolę kobiety w ładnych czapkach, niż te zmarznięte z czerwonymi nosami prezentujące potargane przez wiatr włosy.



Jaka czapka

Generalnie zauważyłam, że Panie poszukują takich fasonów czapek, w których dobrze się czują. Ponieważ odczucia są subiektywne, każdy szuka czegoś innego. Ja długo szukałam fasonu czapki, w której się sobie spodobam. I mam kilka przemyśleń, którymi chciałabym się podzielić.

Moje przemyślenia czapkowe

1. Czapka nie może być za mała.
Jest wiele czapek w ofercie (mam na myśli kupnej), ale większość z nich źle na nas leży. Dlaczego? Producenci chcąc zaoszczędzić na surowcu produkują je w jednym rozmiarze. Dość małym.
A więc czapka źle leży kiedy jest za mała. Wyglądamy jakbyśmy były wbite w czepek kąpielowy, za ciasny, a oczy nam prawie wychodzą, nie mówiąc o fryzurze, która po zdjęciu czapki przypomina totalną katastrofę.

2.Fason
Ja lubię się w beretach, układam je do tyłu i taka koncepcja dobrze mi się komponuje z moją twarzą.
Są oczywiście Panie, które mają własne koncepcje na nakrycie głowy. Noszą albo kapelusze, albo kaszkiety. Nie lubię takich nakryć, moim zdaniem są zwłaszcza kaszkiety, bo kapelusze niekoniecznie, mało kobiece. Bardzo lubię kobiety w czapkach dzianinowych. Uważam, że ładny zestaw czapka z szalem bardzo wiele wnoszą do kobiecej garderoby.
3.Różne czapki na różne pory roku
Czapka zimowa musi być inna niż wiosenna czy jesienna. Zimowa powinna być przede wszystkim ciepła, element zdobniczy moim zdaniem powinien być na drugim planie.
Jesienna powinna być przewiewna i cieńsza niż zimowa, więc inne trochę materiały na nią powinny być użyte. Czapka wiosenna - o ta przydaje się typowo do dekoracji, do trzymania włosów, które wiatr targa można iść w ażury i maksymalnie w dekorację i włóczki bawełniane.

Prezentacja

Teraz pokażę Wam kilka czapek z mojej produkcji, postaram się także umieścić info na jaką porę roku była wykonana.

Zimowe, czyli wełniane i ciepłe

Moje rozwiązanie jak i koncepcja wzoru


 Ta jest z alpaki, wzorek z głowy


Kominiarka -wełniana według mojego pomysłu


Zimowy zestaw czapka pół-patentowa uczyłam się na niej

 Kolejny patent



Zimowy zestaw 

 Jak wyżej dla drugiej siostry

Ciepły zestaw

 I kolejny zimowy, podwójna nitka



Wiosenne czapki- ażurowe i dekoracyjne

Wzorek z głowy bawełniana


Wzorek z głowy nie zapisany cienka akrylowa


Kopia wzoru czapki jaką dostałam od innej dziewiarki


 I druga bo czapka mi się spodobała


 I dla dziewczynek dwóch wersje dziecięce



Jesienne cienka włóczka, aby nie zapocić się w niej

Typ beretu, przewiewna nie za gruba



 Jak wyżej beret akryl z moherem pojedyncza nitka


Podobny układ beretka na ślicznej modelce
Ten wzór na beretkę opracowałam sama
jak widać jest bardzo prosty


Czapka na szydełku tunezyjskim, według mojego pomysłu
na wykorzystanie resztek, akrylowa średnio gruba typowo jesienna


Szydełkowy kapelusz dla małej damy
Wykonany z głowy i bez wzoru

 I z przodu



Dlaczego?

Dlaczego ja Wam tak o tych czapkach nawijam? Po co robię prezentację zbiorczą czapek wykonanych przeze mnie?
Bo chciałam Was zapytać: czy lubicie wykonywać małe formy dziewiarskie- jaką jest czapka?
I czy lubicie je nosić? Jakie lubicie najbardziej? Czy dużo czapek macie w swojej szafie i jakie?

Serdecznie Was pozdrawiam?