Presja
Odczułam ostatnio wyraźną presję społeczną- nowoczesnej kobiety.
Jaka jest nowoczesna kobieta? Według reklam jest wiecznie młoda, zawsze uśmiechnięta (nie płaczą te baby czy co? nie mają huśtawki nastrojów ani okresów czy co?), o idealnie pięknych długich włosach koloru kasztanowego, albo złotego, albo rubinowego, albo już sama nie wiem jakiego, ale na pewno nie naturalnego!!!
O walorach figur nowoczesnych kobiet się nie rozwodzę, nie będę doprowadzać się do łez. Kobiety wiecznie młode, wykremowane, wypachnione, ciągle się myją te baby i genaralnie albo leżą i głaszczą sobie włosy, albo półnagie pienią się pod prysznicem. Co by nie powiedzieć zawyżają nam niemiłosiernie poprzeczkę, wpędzając w jakieś chore wizje kobiety doskonałej, idealnej zawsze debilnie uśmiechniętej i radośnie napienionej żelami.
Reasumując- zwykłe kobiety odczuwają presję, że mają jakieś tam być. A co jeżeli nam się nie chce?
A co jeżeli nie chcemy być wymalowane, bo nam się nie chce? A co jeżeli chcemy sobie popłakać, albo pokrzyczeć albo pochodzić w podartych dresach, bo nastrój mamy do d.... jak te dresy?
No nie wiem.... mam mieszane uczucia, czy w ogóle nam wolno?
No ale odleciałam myślami od tematu o jakim chciałam Wam napisać. O moich włosach.
Włosy-wizerunek kobiety zadbanej
Wiemy, że ozdobą każdej kobiety są jej włosy. Najlepiej długie, pachnące, piękne. (długie w przeciwieństwie do krótkich męskich)
Nie wiem czy Wam pisałam, ale wróciłam do swojego koloru włosów. Może jeszcze nie do końca, ale zamierzałam. Miałam już 5 cm odrost a na reszcie włosów taki kolor jak
tu na zdjęciu w białej czapce.
No, ale ostatnio zobaczyłam swoje włosy w słoneczku wiosennym, które bezlitośnie i ostro rozwiewa wszelkie wątpliwości i obnaża niedoskonałości, jak to się mawia- wymiękłam. Zobaczyłam radosne trzy kolory: mój odrost, mój kolor siwy troszkę się skrzył na skroniach, oraz moją brązową farbę na reszcie włosów. Presja złego wyglądu okazała się tak mocna, że jeszcze tego samego dnia odwiedziłam drogerię i wyszłam stamtąd moralnie pocieszona, spokojnie niosąc farbę ukrytą w torbie.
Farba
Kupiłam taką jak na zdjęciu, jest bez amoniaku i jestem nawet zadowolona z efektu. Pierwszy raz zastosowałam na sobie farbę bez-amoniakową, jest istotna jednak różnica między farbami z amoniakiem a bez. Nie wypadło mi pół włosów jak ostatnio. Nie zrobiły się proste jak druty- jak ostatnio. Kolor ładnie się zrównał a ja odetchnęłam z ulgą, że nie jestem już pośmiewiskiem społecznym wytykanym przez inne kobiety palcami. Nie wiem zupełnie czemu my kobiety mamy kręćka na tym punkcie?
Kolor
Wybrałam złoty brąz, jakoś tak się zapętliłam na nim. Jest ten kolor dość blisko mojego naturalnego koloru włosów.
Fryzura
Jest ta co ostatnio, docięłam sobie minimalnie grzywkę tylko, zobaczymy jak się będzie układać.
Oczywiście wszystkie te eksperymenty musiałam zrobić ostatnio, czyli w okresie największego zaganiania przedświątecznego. No, ale co ja miałam biedna zrobić, jak widmo społecznie zaniedbanej kobiety wisiało nade mną jak ciężka chmura, strasząc i nękając i dręcząc niemiłosiernie???
No dobra pokażę Wam ten kolor, nie będę taka.... zresztą już w zasadzie pokazałam w sesji bluzeczki natura, ale dla tych co nie zauważyli- jeszcze raz.
I pytanie dnia
Czy Wy także odczuwacie jakąś presję społeczną, odciśniętą na Was?
Chętnie posłucham waszych opinii.
Serdecznie Was w ten deszczowy i pochmurny dzień pozdrawiam!