środa, 28 stycznia 2015

Kołowiec -jak sądzicie?

Kołowce

Kołowce królują na blogach już jakiś czas i są naprawdę piękne. Z cieniowanych włóczek wychodzą  naprawdę najróżniejsze w zależności od rodzaju włóczki i tego jaki kolor jest na początku. Tutaj proszę jest dokładna instrukcja jak taki sweter wykonać krok po kroku.
Bardzo podobał mi się sweter tego typu u Antoniny, która jako kolor centralny kołowca na plecach, miała czerwony. Nie ukrywam , że stał się on dla mnie inspiracją i ten dokładnie sweter był moim katalizatorem koncepcyjnym. Można powiedzieć, że dalej to już była lawina wszelakich pomysłów na ten sweter. Ten dokładnie egzemplarz spowodował wyciągnięcie wszystkich włóczek, grzebanie w nich i dumanie co z czym zestawić.Ten kołowiec Antoniny spowodował u mnie skojarzenia z zabawą w strzelanie rzutkami do tarczy i ta inspiracja, przerodziła się w ten kardigan, którego początki oglądacie.
Jak to mniej więcej wygląda w konstrukcji swetra jestem dość dobrze zorientowana, bo  w 2012 roku wykonałam pierwszy swój sweter o podobnej konstrukcji, czyli bez wyraźnej góry i dołu, który babcię odbierającą dziecko ze szkoły, tak zszokował, że nie wiedziała jak pomóc dziecku się ubrać ;-) tutaj na moim blogu można go zobaczyć.
Wtedy wykonałam go w rozmiarze dziecięcym, a teraz pomyślałam sobie, że wykonam go dla siebie, czyli w rozmiarze dużym. I miałam trochę zagwostkę, czy polecieć sweter swoim wzorem, czy polecieć typowym kołowcem.

Włóczka

Włóczkę już na ten sweter właśnie skompletowałam. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej.10 motków Alize Superlana Maxi  kolor 50688  i 2 motki Lana Gatto Lapponia 1000 o nr 12730  Ja psychicznie już nastawiona, na wygodne proste w konstrukcji dzianie swetra na grubych drutach. I pomyślałam... że zapytam, czy są jakieś chętne puszyste panie, oprócz mnie  na sprawdzenie, czy sweter okrągły dodatkowo podkreśli nasze okrągłości, czy nie podkreśla, skoro już są, to może przeciwnie wcale nie ?
Wiele z puszystych pań ma różne negatywne odruchy na temat niektórych ubrań, ot z góry wiedzą, że w danym fasonie nie będzie im dobrze. Niektóre fasony tym sposobem, są więc od razu, jakby z góry eliminowane, jako zupełnie nie nadające się dla puszystych. A ja uważam, że "jaki jest koń" każdy widzi, więc postanowiłam nie zrażać się nigdy więcej swoją figurą i nie odrzucać z góry tych fasonów, które mogą coś dodawać. Postanowiłam wydziergać ten sweter, ze względów zwyczajnych i prozaicznych- po prostu szalenie mi się podoba. A potem  zobaczę jak się w nim będę czuła.  Zero uprzedzeń.
Trudno, jeśli okaże się, że będę źle się czuła, w takim fasonie kardigana, to przecież to też nie problem ani koniec świata. Zawsze swój udzierg przecież mogę spruć. Na tych drutach dzierga się na tyle szybko, że jakoś to przeboleją ;-) Włóczkę też tak komponowałam w wyrobie,aby nie była specjalnie pocięta.


Te motki  są jeszcze nie napoczęte.


 A tu widać razem, motki napoczęte i nie napoczęte


Niem wiem czy to widać,ale tutaj kółko jest naprawdę spore ;-)


 Teraz dumanie jaka duża ma być "tarcza do rzutek"


A Wy?

Czy są jakieś puszyste panie, które  mają ochotę na tego kołowca, tak dużą jak ja? Jeśli tak, zapraszam na śledzenie moich poczynać, postaram się Was informować na bieżąco z moich  postępów i działań. A może któraś z Was się skusi, już od razu przyłączając się w dzierganiu do mnie?
Na zachętę wrzuciłam powyżej zdjęcia początków mojej pracy nad kołowcem.
Serdecznie Was pozdrawiam, Wasza "skołowana"  ;-)

wtorek, 27 stycznia 2015

Lapponia 1000 Lana Gatto-recenzja włóczki

Dokupiłam włóczkę Lapponia 1000 Lana Gatto do innej włóczki, z której aktualnie dziergam, jako włóczkę uzupełniającą.

Jaka jest ta włóczka? Moje odczucia


Włóczka Lapponia 1000 Lana Gatto jest bardzo puchata. Motek jak się trzyma w dłoniach, to same ręce odnajdują jego sprężystą i miękką strukturę i mają ochotę nią się pobawić. Cieszę się, że zamówiłam tę włóczkę przez internet, bo nie wiem, czy bym się opanowała przed zabawą nią, jak bym kupowała ją osobiście w sklepie. :-) Drugim odruchem jest chęć wtulenia w taki motek twarzy.... ;-))))
Włóczka Lapponia 1000 jest w motkach 100g i 100 m. W zestawieniu na zdjęciu macie ją z inną włóczką o dokładnie tych samych parametrach, Lapponia 1000 jest bardziej puchata i grubsza.
W ofercie są  takie kolorki  naprawdę jest ich  spory wybór. Ja  dokładnie dokupiłam ten kolor i jego macie na zdjęciu poniżej. Skład procentowy  tej włóczki, to pół na pół wełna z akrylem. Polecane są do tej włóczki druty naprawdę grube, bo 9-10 mm. Nie robiłam wcześniej nic na takich grubych drutach. Dzierga się takimi "grubaskami" naprawdę .... szybko.Ten fragment robótki co widzicie, powstał zaledwie przy jednym posiedzeniu.

Na jakie wyroby polecana jest ta włóczka?

Spokojnie na wszystkie zimowe swetry. Na płaszczyki. Na czapki i kominy jeśli chcemy  uzyskać w wyrobie dzianinowym efekt naprawdę grubej włóczki, a więc docelowo  i grubego wzoru. Przyjemnie się pracuje na takiej włóczce, bo bardzo szybko widać efekty naszej pracy.

Dla kogo?

Włóczkę tę poleciłabym wszystkim zabieganym dziewiarkom. Takim paniom, które chcą szybko się wywiązać  z zobowiązań rodzinnych typu:
-mamo zrób mi nowy komin
- żono, a może nowy komin, to  jednak dla mnie?
W każdym bądź razie, nie będą zawiedzione te panie, które chcą mieć szybko przyrastającą robótkę. Tutaj efekty naprawdę rosną w oczach. I sama się zastanawiam, czemu nigdy wcześniej nie sięgałam, po takie grubsze włóczki?

Co ja...

Co ja będę robiła z tej włóczki? Postanowiłam sobie, że z tej włóczki będę dziergała swój nowy kardigan. Zielony, bo lubię ten kolor. Pasuje mi do wielu rzeczy. Kardigan ma być dostatni. Ciepły. Może w okresie przejściowym, będę go nosić samego, jako odzież zewnętrzną. Na zdjęciu widzicie, że spasowałam ze sobą kolorystycznie dwie włóczki. Dlatego całość wyrobu muszę dostosować do jednej grubości drutów. Na zdjęciu widzicie 7mm, a docelowo będą to 8mm druty.





A Wy?

Czy macie już doświadczenie w dzierganiu takimi grubymi drutami? Czy macie w swojej szafie kardigan wydziergany z takiej grubej włóczki?
Serdecznie i zimowo Was pozdrawiam!

sobota, 24 stycznia 2015

A kiedy leci praca w tle...

Wstępnie



W oczekiwaniu na lepsze światło i lepsze zdjęcia, nie pokazuję Wam na blogu jeszcze, wykonanej przeze mnie ostatnio bluzeczki, chociaż wiem, że niektórzy z Was już czekają na nią. Nie pokazuję też wykonanej  czapki lutowej z wyzwania czapkowego. Co nie znaczy, że się obijam,  wręcz przeciwnie dość zajęta jestem, mam nowe plany robótkowe i ruszam z nimi od poniedziałku albo wtorku.Także kolejne posty mam zaplanowane do publikacji, więc mam nadzieję, że na blogu nie będzie wiało nudą.


A kiedy leci praca w tle.....

To po prostu przybywa moich kwadratów. Tutaj pokazywałam Wam, jak zaczęłam produkcję kwadratów na kocyk. Sama nie wiem kiedy minęły trzy miesiące, bo zleciał ten czas jak by z bicza strzelił.
Koc i taki  projekt jest wprost stworzony dla:
- osoby, którą zimą dołuje brak światła i koloru, koc taki działa jak antydepresant ;-)
-osoby, która rękodziełem bawi się już dość długo i nagromadziła sporą kolekcję końcówek włóczek, taka praca to zbawienne działanie dla naszego miejsca na "przydasie". Skutecznie je oczyszcza i przygotowuje na zakup nowych materiałów ;-)
-osoby, która lubi sobie zaplanować następne dzierganie drutowe i musi przy czymś mało absorbującym, o tym podumać
-osoby, która umila sobie czas oczekiwania na nową włóczkę, która przyleci  z  ulubionego sklepu internetowego  na nowy projekt drutowy
-osoby, którą szydełko na dłuższą metę nudzi, ale jednocześnie jest miłym urozmaiceniem między drutowymi "udziergami".
-osoby, która lubi w taki projekt w "międzyczasie" (wiem, nie ma takiego słowa w języku polskim ;-) ) sobie wskoczyć, jak w ulubione papcie i pocieszyć się tym, że projekt jest prosty jak drut, sam się robi i efekt pracy będzie z pewnością spektakularny.
Słowem idealna robota na zimowe wieczory dla mnie ;-)i  idealna robótka  jako przerywnik między innymi pracami.

Dzisiaj

Zatem dzisiaj pokażę Wam kolejną partię kwadratów. Włoczka  już na nowy sweter  prawie naszykowana więc kwadraty pójdą spać do pudełka. Można powiedzieć więc, że mój "międzyczas" wykorzystałam idealnie. A to moja najnowsza kwadratowa kolorowa partia. Po moich wstępnych obliczeniach, że gotowych kwadratów na koc ma być około 340, wyszło mi z wyliczeń statystycznych, że wykonałam 65% z zaplanowanych kwadratów.
Zważywszy, że zaplanowałam wykonanie koca na październik 2016 to jestem "cholernie" nadprogramowo  obrobiona z tym kocem, aż normalnie boję się, że skończę go latem 2015...

Kwadratowe foto 

Dzisiaj kwadraty w takiej kolorystycznej odmianie ;-) Kocyk będzie misz-maszowy, dumam jeszcze nad wiodącym kolorem łączącym wszystkie kwadraty.





A Wy?
Kiedy z czymś obrobiłyście się tak szybko, że aż same się zdziwiłyście swoim fantastycznym robótkowym tempem???
Serdecznie Was pozdrawiam!
Wasza "kwadratowa" koleżanka blogowa ;-)

sobota, 17 stycznia 2015

Potrzebuję Waszej opinii... rozciąganie się moherowej czapki, po wypraniu.

Tutaj pokazywałam Wam czapkę jaką zrobiłam dla znajomej. Tylko dla przypomnienia wrzucam fotkę.

Czapka wykonana była w 4 nitki. Pasowała na moją głowę i była dobrze dopasowana zanim poleciała do znajomej.
Czapka wykonana była bezszwowo ściegiem mało rozwlekającym się, bo pół-patentowym, w okrążeniach. Dodam także, że moje oczka są dość ścisłe, czyli nie robię w luźny sposób, a w bardziej "ciasny", bo zazwyczaj pracuję na drewnie i tak samo dociągam wszystkie oczka.

Instrukcja prania

Takich czapek wykonałam sporo, ale żeby nie było dałam tej znajomej instrukcję prania czapki.
-Prać ręcznie.
-Odcisnąć nadmiar wody.
-Czapkę rozłożyć na ręczniku, zrolować ręcznik z czapką, odciskając nadmiar wody, tak aby nie dało się już nic odcisnąć.
-Suszyć w pozycji rozłożonej na płasko.

Spotkanie 

Spotkałam tę znajomą ostatnio i pytam ją, jak się czapka sprawuje. W zasadzie było to pytanie pro forma. I słyszę,  że czapka po wypraniu, rozciągnęła się  bardzo dużo w obwodzie, więcej niż dwa centymetry. Wywaliłam oczy i pytam o sposób wyprania.
A ona na to rumieniąc się, że owszem prała ręcznie, ale... odwirowała w wirówce, takim samodzielnym urządzeniu służącym do odwirowywania wody z ubrań, kiedyś były takie polskiej produkcji.
I ta znajoma mówi, że to rozciągnięcie czapki, to na pewno wina włóczki. Dodam, że włóczka to był w składzie  moher z akrylem.
Doradziłam jej doszycie w ściągacz gumeczki, bo czapka robiona była od ściągacza więc poprawienie jejnie wchodzi w grę, bo musiała by na nowo powstać.

I moje pytanie do Was brzmi

Czy wykonywałyście czapki moherowe i rozciągnęły Wam się tak kiedykolwiek?
Bo ja osobiście uważam, że ta znajoma sama zniszczyła sobie czapkę, bo jak czapka źle była ułożona w wirówce, to ta kręcąc ją z nadmiarem wody, spowodowała  sama porozciąganie się  czapki.
Mam trochę niesmak, trochę poczucie zmarnowania mojej pracy i tzw. kaca moralnego, że ja staram się, żeby coś komuś zrobić dobrze, ładnie i na wymiar, a ktoś ... nie zastosuje się nawet do prośby na temat prania ręcznego takiej czapki.

Ankieta

Piszę tego posta  z prośbą do Was, zwłaszcza tych dziewiarek, które robiły czapki z włoczki moherowej.
Potrzebuję info jak Wam się takie czapki sprawowały po wypraniu. Proszę o wyczerpujące wpisy, zwłaszcza tych pań dziewiarek, którym czapki się tak... rozciągnęły.
Sama teraz dziergam czapkę moherową i to ściegiem ażurowym, więc on jest bardziej plastyczny po wypraniu.. Oczywiście wypiorę ją jak tylko skończę, bo nie wytrzymam.
 I zaraz idę do szafy wyciągnąć swój  beret moherowy. Zamierzam sama sprawdzić to, co ta znajoma mi opowiada.
Serdecznie Was pozdrawiam


środa, 14 stycznia 2015

Szalik, nie taka wielka rzecz a jednak cieszy ;-)

Włóczka

Kupiłam tę włóczkę wieki temu w SH. Takie wieki temu, że zupełnie nie pamiętam po co ją kupiłam, z jakim przeznaczeniem ją kupiłam i co mi się w niej w ogóle podobało. Podejrzewam, że kupiłam ją w moich "nowych kolejnych " początkach z rękodziełem i podobała mi się po prostu jej cena, bo sama włóczka to był jakiś koszmar. Przeleżała kilka lat sobie grzecznie, chyba  z 6, bo zupełnie nie miałam na nią pomysłu.
Włóczka składała się z 3 nitek żółtych, jakiejś włóczki koloru nie wiadomo czy czarnego, czy granatowego i włóczki szaroburej. Szara zwłaszcza była wielokrotnie wiązana nieładnymi pękami, po prostu żaden rarytas szczerze mówiąc i dziergając ten szal zadawałam sobie pytanie nie raz, "co mnie skusiło????" ;-)

Pomysł 

Pomysł mi jakoś w ogóle nie przychodził na tę włóczkę. To było coś zupełnie nowego dla mnie. Włóczka i zero pomysłu na nią. W końcu pomyślałam, że  zrobię szalik szydełkowy, ale  supły we włóczce o których już mówiłam,  powodowały,  że pomysł po prostu upadł w realizacji. Wykonałam sporą pracę tylko po to, żeby po zobaczeniu efekty wszystko spruć. W końcu w przerwie w swetrze w oczekiwaniu na włóczkę, stwierdziłam, że owszem szalik będzie zupełnie dobrym pomysłem, ale może jednak w wersji drutowej.

Ta dam...

Tak to wygląda w gotowym wyrobie. Zwykły prosty męski szalik. Żadna rewelacja powiecie, ale wiecie co? Cieszę się, że pokonałam tę moja 6 letnią zmorę robótkową  ;-)

Można zawiązać go na przykład tak.

Prosty zwykły szalik.


Dwustronny wzór. Taki jest z jednej strony.

 A taki jest z drugiej.

 Fantazyjnie rozrzucony.

 I klasycznie zawiązany.


Szalik schowałam do tzw. "kartonu niespodziankowego" jak przyjdzie pora, zostanie komuś podarowany.
Sama nie wiem jeszcze komu, ale znajomych mężczyzn i mini-mężczyzn nie zabraknie ;-)

A Wy?

Czy trafiła Wam się włóczka, na którą kompletnie nie miałyście pomysłu??? I czy pamiętacie jeszcze jak wyszłyście z tego impasu robótkowego?
Serdecznie i cieplutko Was pozdrawiam!